GENT

Jeszcze nie wszystko stracone

Czwartkowy wieczór zapowiada się pasjonująco. Do Gandawy przyjechała Jagiellonia, która mimo niekorzystnego rezultatu po pierwszym spotkaniu nie poddaje się i jasno deklaruje, że przyjechała po awans. Oby na deklaracjach się nie skończyło. Co sprawia, że wciąż możemy wierzyć w awans białostoczan?

Pierwszym czynnikiem, który bez wątpienia podbudował morale drużyny, jest zwycięstwo w Lubinie. Wprawdzie Jagiellonia nie zdominowała rywala, Zagłębie miało swoje szanse, jednak w końcowym rozrachunku to goście pokazali lubinianom jak powinno się grać. Podobnej gry oczekujemy dzisiaj w Gandawie. Wiadomo, że Belgowie będą mieli swoje szanse, o które będzie im łatwiej niż „Miedziowym”, jednak skuteczność Jagiellonii pozwala marzyć o pozytywnym rezultacie w dzisiejszym spotkaniu. Jagiellonia od dłuższego czasu pokazuje, że obcego boiska się nie boi. Za kadencji Ireneusza Mamrota „na tarczy” białostoczanie wracali zaledwie sześciokrotnie. Ponadto, w tym sezonie w trzech wyjazdowych spotkaniach strzelono osiem goli, w tym cztery Rio Ave. Oczywiście dzisiaj będzie trudniej o bramki niż w Gdyni czy Lubinie, jednak defensywa Gentu nawet w Białymstoku pokazała, że nie jest bezbłędna. Kolejnym pozytywem jest rosnąca forma napastników „Jagi”. Roman Bezjak tym razem na 100 procent strzelił bramkę, ładnie zresztą lobując bramkarza Zagłębia. Cillian Sheridan za to popisywał się celnymi zagraniami do kolegów, które powinny zakończyć się golem. Patrząc jednak na aktualną dyspozycję, bliżej pierwszej jedenastki jest Słoweniec, który już podczas pierwszej potyczki z Gent pokazał, że może dać więcej niż Irlandczyk. Plusem jest również to, że Ireneusz Mamrot może skorzystać z każdego zawodnika, nawet kontuzjowanego ostatnio Łukasza Burligi.

Tak komfortowej sytuacji nie ma szkoleniowiec Gent, ponieważ tacy gracze jak Bronn, Kwilitaia, Smith i Neto na pewno nie zagrają w dzisiejszym spotkaniu. Mimo tego, Belgowie mają kim grać, zwłaszcza w ofensywie. Czakwetadze spartaczył „setkę”? Zamiast niego wstawi się szybkiego i silnego Jaremczuka. 18-latek lepszy od reprezentanta Japonii? Normalne, tym bardziej jeśli strzela się 4 bramki w ciągu tygodnia. Ten rewelacyjny 18-latek, czyli Jonathan David wydaje się z pozoru być „pewniakiem” do pierwszego składu. Jego problemem jest jednak przeciętna forma fizyczna, która nie pozwala mu na grę w pełnym wymiarze czasowym. W roli „jokera” spisuje się jednak znakomicie, więc jego nazwiska nie wolno zlekceważyć. W takiej sytuacji w ataku zagra znowu Taiwo Awoniyi lub Franko Andrijasević. Jagiellonię powinna jednak zainteresować najbardziej roszada na pozycji bramkarza. Elektrycznego Cossemansa zastąpi Lovre Kalinić. Bardzo wysoki, a jednocześnie zwinny bramkarz, walczy o transfer do silniejszego klubu. Motywacja wicemistrzowi świata wzrosła tym bardziej, że jego główny konkurent do gry w reprezentacji, Danijel Subasić, zakończył karierę reprezentacyjną. Białostoczanom więc nie będzie już tak łatwo zmusić bramkarza do błędu. W ostatnim meczu ligowym Gent pokonał na własnym boisku Waasaland-Beveren 4:1. W tamtym spotkaniu na skrzydle szalał Limbombe, a bohaterem był strzelec dwóch goli, wspomniany już Jonathan David. Zwycięstwo było wysokie, jednak ekipa Waasaland-Beveren nie należy do ligowych potentatów, co pokazała zresztą na boisku popełniając szereg indywidualnych błędów w obronie. Jedyną bramkę strzelili po stałym fragmencie gry, co pokazuje że Gent wciąż ma na tym polu wiele do poprawy. Reasumując, Jagiellonii powinno przyświecać proste powiedzenie śp. Kazimierza Górskiego:

Chodzi o to, żeby strzelić jedną bramkę więcej od przeciwnika.