32c6aa99078d7

Jeśli masz w składzie Celebana i Tarasovsa, a gola głową strzela Ci gość z 1,65 m wzrostu, to wiedz, że coś się dzieje

Całkowicie odmieniony Śląsk Wrocław nie dał rady najbardziej utytułowanej drużynie w tym roku. Optymizmem nie napawał ani wynik, ani styl. Żaden z wielu nowych zawodników Śląska nie może o sobie powiedzieć, że zagrał dobre spotkanie.

Na samym początku meczu pojawiła się na ekranie informacja, że „Śląsk Wrocław żadnego z ostatnich 31 spotkań nie zremisował 0:0”. Do 69 minuty wydawało się, że paradoksalnie zremisuje dzisiaj. Sprawy w swoje ręce (dokładniej w swoją głowę) wziął jednak Patryk Kun, brat Dominika, który dzisiaj debiutował w Ekstraklasie. Jego strzał głową był o tyle godny wzmianki, bo… Kun ma około 165 cm wzrostu. Mając naprzeciwko siebie wieżowce takie jak Tarasovs, czy Celeban (nazwany w czasie transmisji polskim Cannavaro) – chapeau bas. Zawodnicy Śląska nie popisali się też 10 minut później – ostatni zawodnik Śląska (będący około 35 metrów przed bramką Arki) nabił Nalepę, ten popisał się samotnym 60-metrowym rajdem, który zamienił na bramkę.

Niestety to prawie wszystkie momenty godne wzmianki. Mecz walki, kopanina – tak wyglądała zdecydowana większość meczu. Jakub Kosecki przypominał czemu był jednym z najbardziej nielubianych piłkarzy – jego łatwość do przewracania się pozostała na podobnym poziomie. Wojciech Jagoda o jego grze w pierwszej połowie powiedział, że „jest najaktywniejszy ze wszystkich nowych zawodników Śląska, choć nie wie, czy najlepszy” – jeśli tych nowych piłkarzy było aż 7, to nie świadczy o nich zbyt najlepiej. Solidny mecz zagrał najlepszy bramkarz mistrzostw Europy U-21 według ESPN, czyli Jakub Wrąbel, który w pierwszej połowie popisał się jedną znakomitą interwencją, a przy bramkach był kompletnie bez szans. Arka? Arka też nie zachwycała. No ale była konkretna, a to dzisiaj wystarczyło.