statystykiłksjag

Jedni byli przy piłce, drudzy strzelali bramki

Wynik nie wydaje się być zaskoczeniem. Gra obu drużyn także. Zgodnie z przewidywaniami, ŁKS starał utrzymywać się przy piłce jak najdłużej, a Jagiellonia czekała na kontrataki. To musiało się skończyć zwycięstwem tych drugich, zwłaszcza w realiach Ekstraklasy. Dzięki temu, znamy już komplet drużyn, które zagrają w grupie mistrzowskiej.

Pierwsza połowa nie przyniosła wielu emocji. ŁKS tradycyjnie rozgrywał piłkę, a Jagiellonia czekała na wyprowadzenie kontrataku. Jeden z nich zainicjował Jakov Pjulić przejmując piłkę przy linii bocznej na środku boiska. Dość powolny rajd Chorwata paradoksalnie zaskoczył obrońców ŁKS, co okazało się błędem. Pjulić na wysokości 20 metrów od bramki postanowił uderzyć na bramkę, a strzał był na tyle mocny, że Arkadiusz Malarz mógł tylko popatrzeć jak piłka przelatuje obok niego w samo okno strzeżonej przez niego bramki. Prowadzenie „Jagi” było zasłużone, tym bardziej że ŁKS z akcji nie mógł stworzyć żadnej akcji. Jedynie strzał Pirulo z rzutu wolnego sprawił, że Damian Węglarz mógł się jakkolwiek rozgrzać. Najbardziej aktywnym zawodnikiem był bez wątpienia Maciej Makuszewski, czego zbierał owoce. Pośrednio był zamieszany w bramkę Pjulicia i na tym nie poprzestał. W 29. minucie trafił w słupek, ale piłka niefortunnie trafiła w plecy Malarza i piłka zdążyła się stoczyć za linię bramkową. Jak Malarz był wściekły po pierwszej bramce, gdy jego obrońcy ewidentnie zaspali, tak po bramce numer 2 mógł złościć się jedynie na samego siebie.

W przerwie gospodarze ożywili się. Wciąż jednak akcje były na tyle przewidywalne, że jedyną nadzieją dla „Rycerzy Wiosny” były stałe fragmenty gry. W jednym z nich Michał Trąbka stworzył zagrożenie, ale na posterunku stał…Pjulić. Parafrazując klasyka, były napastnik Rijeki był użyteczny zarówno w ofensywie, jak i w defensywie. Łodzianie nie odpuszczali. Po dośrodkowaniu Pirulo, po strzale głową chybił Ratajczyk. Jagiellonia mogła skarcić rywala, jednak, a jakże, Pjulić tym razem przegrał pojedynek z Malarzem. Łodzianie po raz kolejny pokazali, że nie uczą się na własnych błędach. Bezsensowny faul Vidmajera we własnej „szesnastce” i Martin Pospisil strzałem z rzutu karnego zamknął mecz.

Nie da się ukryć, że sytuacja ŁKS-u jest beznadziejna. Ciężko oczekiwać, aby w grupie spadkowej nastąpiło nagłe przebudzenie formy. W Białymstoku za to robi się ciekawie – do 3. miejsca białostoczanie tracą zaledwie dwa punkty. W razie pokonania Piasta Gliwice w ramach ostatniej kolejki rundy zasadniczej, strata do tej drużyny spadnie do zaledwie trzech punktów. Zadanie te będzie jednak dużo trudniejsze niż dzisiejsze pokonanie czerwonej latarni ligi. Tym bardziej, że za żółte kartki pauzować będzie Mystkowski i Pospisil. Zresztą z tego samego powodu do Wrocławia z tego samego powodu nie pojedzie dwóch „ełkaesiaków” – Srnić oraz Vidmajer.