Tuż przed katastrofą. Fot. Emil Marecki

Jeden Huragan i poważny klub staje się jedną wielką groteską.

Reforma Pucharu Polski sprawiła, że kluby z najwyższej klasy rozgrywkowej zaczęły wreszcie startować na tym samym etapie co drużyny z niższych klas rozgrywkowych. Poza parą Wisła Kraków – Lechia Gdańsk, każdy inny klub Ekstraklasy był faworytem w swojej parze. Jednym z najbardziej murowanych faworytów wydawało się Zagłębie Lubin, które musiało zmierzyć się z przeciętną III-ligową drużyną Huraganu Morąg. Sensacyjna porażka lubinian 2:3 sprawiła, że atmosfera w klubie stała się bardziej niż mętna.

Posada trenera Lewandowskiego wisi na włosku. Potwierdził to poniekąd nawet Prezes Zagłębia Mateusz Dróżdż mówiąc Weszło: „Nie mogę dać takiej gwarancji, że jeżeli porozmawiamy za tydzień, to trenerem Zagłębia wciąż będzie Mariusz Lewandowski”. Trudno o bardziej dosadne stwierdzenie w języku dyplomacji, o co Lewandowski dzisiaj gra. Po nieszczęsnym spotkaniu pucharowym posypały się kary dla zawodników oraz sztabu szkoleniowego. Jak dowiedział się „Przegląd Sportowy” piłkarze mają opłacić karnety każdemu kibicowi Zagłębia, który pofatygował się do Morąga. Sztab szkoleniowy zaś został zobowiązany do zapłacenia równowartości zgrupowania w Gniewinie, które odbywało się pomiędzy spotkaniem z Lechią a Huraganem. Poza tym, krążą plotki odnośnie próby rozwiązania umowy z kilkoma zawodnikowi. Podobno „do ostrzału” są tacy zawodnicy jak Maciej Dąbrowski, Jakub Mares czy Mateusz Matras. Dlaczego o wszystkim dowiadujemy się po meczu Pucharu Polski? Czy rewolucja ma być oparta na jednym słabym meczu? Po meczu z Lechią nikt nie chciał zwalniać Lewandowskiego. Czy w gabinetach Zagłębia tli się kolejna rewolucja poparta emocjami? Spójrzmy na to jak sobie radzi Zagłębie w pierwszych 9 kolejkach od kiedy wrócili do Ekstraklasy w 2015 r.

2015/16 – 15 pkt. – 3. miejsce – bilans*: 4-3-2

2016/17 – 16 pkt. – 4.miejsce – bilans: 4-4-1

2017/18 – 16 pkt. – 3. miejsce – bilans: 4-4-1

2018/19- 16 pkt. – 5. miejsce – bilans: 5-1-3

*Zwycięstwa- Remisy- Porażki

Reasumując, początek sezonu w wykonaniu Lewandowskiego jest taki jak za czasów Piotra Stokowca. Dodajmy, że obecny szkoleniowiec Lechii Gdańsk zawsze zaczyna sezon dobrze, a potem przychodzi zadyszka (oczywiście w tym sezonie nie mogło być inaczej). Lewandowski zaś dopiero teraz ma (miał?) szansę na poprowadzenie drużyny przez pełen sezon. Patrząc przez pryzmat ligi, powodów do zwolnienia nie ma. Oczywiście to co zdarzyło się w Morągu, nie miało prawa mieć miejsca, jednak mówimy o jednym spotkaniu. Zwalnianie po jednym spotkaniu kojarzy się z ekscentrycznymi prezesami. Takimi prezesami jak Wojciechowski, który zwolnił Bakero po pierwszej ligowej porażce, będąc dotychczasowym liderem ligi. Takimi prezesami jak Mioduski, który zwalnia Klafuricia po odpadnięciu ze Spartakiem Trnava (po wygranym meczu notabene), deklarując jednocześnie po tym blamażu, że Chorwat jest trenerem na lata. Wracając do myśli przewodniej, z dnia na dzień, Lewandowski gra z Pogonią Szczecin o posadę, która przed spotkaniem pucharowym wydawała się być stabilna. Tak to jest jednak w polskiej lidze, że po trzech zwycięstwach wiesza się medale na szyi, a po dwóch porażkach pisze się o wielkim kryzysie. Potem dziwimy się głosom, że trenerzy w Polsce są słabi. W tym sęk, że mało który dostał szansę wyjścia z poważnego kryzysu, w który sam wpadł. Probierz w Jagiellonii? Probierz w Cracovii (może)? Runjaić w Pogoni (może)? Stokowiec w Zagłębiu (do czasu)? Naprawdę mało można wymienić przykładów szkoleniowców, którzy przetrwali własny kryzys. A to nie na tym poznajemy kunszt trenera przypadkiem? Tyle gadek jest również o dawaniu szansy młodym. W Morągu Lewandowski dał szansę czterem młodym zawodnikom, z których może tylko jeden dostaje regularnie szansę gry. Tym odważnym stawianiem na młodzież może przypłacić posadą. Potem przyjdzie nowy trener, który, a jakże, będzie miał za zadanie stawiać na młodzież. Błędne koło. Niestety, wciąż za mało ludzi rozumie ten niby nieskomplikowany mechanizm.

Fot. Emil Marecki