Puchary eu

Jeden gol od dwucyfrówki w dwumeczu. Legia rozjechała mistrza Finlandii

„Jak grać ze słabszymi drużynami w pucharach” – jeśli ktoś wypuściłby takie szkolenie, to z pewnością zawarłby w nim dwumecz Legii z mistrzem Finlandii. 9:0, awans niezagrożony chociażby przez minutę. Teraz czas na Astanę.

Czy Legia zagrała bezbłędny mecz? Nic z tych rzeczy. Sam Dariusz Szpakowski wspominał pod koniec, że organizacja gry jest daleka od ideału, a i obrona nie ustrzegła się błędów. Nie przeszkodziło to jednak w osiągnięciu jeszcze lepszego rezultatu, niż przed tygodniem. 3:0 do przerwy, podobnie jak w Finlandii, w drugiej połowie dorzucone kolejne bramki. Oglądając pierwszą połowę można było mieć w ogóle deja vu – jej przebieg był niemal identyczny, jak przed tygodniem. Strzelanie po kilkunastu minutach rozpoczął Guilherme, który popisał się naprawdę bardzo ładnym uderzeniem. Podobnie jak przed tygodniem, Legia dorzuciła do pod koniec połowy dwie bramki w odstępie kilku minut – najpierw pechowo interweniujący Kojola wpakował piłkę do własnej siatki, a 3 minuty później dobre podanie Mączyńskiego wykorzystał Kucharczyk.

Różnica pomiędzy dzisiejszym meczem, a tym przed tygodniem polegała jednak głównie na tym, że dzisiaj Legii udało się jeszcze coś wcisnąć po przerwie. 10 minut po wznowieniu gry swoją drugą bramkę zdobył Kucharczyk, który pewnie wykorzystał rzut karny, podyktowany po faulu na Monecie. Moneta zresztą zaliczył całkiem udane zawody – sprowadzony z Ruchu piłkarz był bardzo aktywny, zmarnował jednak przynajmniej dwie bardzo dobre sytuacje. Całkiem dobrze zagrał również młody Szymański, który co prawda zmarnował jedną świetną sytuację, ale już kilka minut później wykorzystał świetne (kolejne!) zagranie Hamalainena i zdobył bramkę na 5:0. Już minutę później wynik podwyższył Michalak, dając wszystkim znak, że młodzież w Legii ma się naprawdę bardzo dobrze.