legwis staty

Jak się przełamywać to z fajerwerkami. Wisła Płock gromi Mistrza Polski.

Legia Warszawa przegrywa u siebie z Wisłą Płock 1-4. Jedno jest pewne, Mistrz Polski nie przestaje zaskakiwać. To najwyższa porażka u siebie od sezonu 1972/73.

Od samego początku to drużyna przyjezdnych wyglądała na bardziej głodną gry. Już w 11. minucie Ricardinho otworzył worek z bramkami. Świetne podanie między linię obrony a bramkarza Merebashviliego i Brazylijczykowi nie pozostało nic innego jak wykorzystać tę sytuację. W 39. minucie spotkania kolejną okazję na zdobycie gola miał napastnik Wisły Płock. Lepsze przyjęcie spowodowałoby, że zostawiłby on za swoimi plecami Artura Jędrzejczyka, wychodząc oko w oko z Arkadiuszem Malarzem, mimo to zdołał wycisnąć z tej akcji, co się dało. Mocne uderzenie z bliskiej odległości i bramkarz gospodarzy miał sporo problemów z obroną tego strzału. Chwilę później nie było już tak kolorowo dla Mistrza Polski. Rzut wolny sprzed pola karnego na bramkę zamienił były zawodnik Wojskowych, Michał Furman. Idealny, precyzyjny strzał pod poprzeczkę i tym razem Arek Malarz był bez szans. Legioniści w pierwszej połowie wyglądali tak, jakby ktoś odciął im prąd. Wystarczy tylko spojrzeć na statystyki- 0 celnych strzałów. W drugiej odsłonie gry gospodarze mieli wziąć się za odrabianie strat. Nie minęło pięć minut, a z „dwójki” zrobiła się „trójka”. Dośrodkowanie z prawej strony boiska, piłka wybita przed siebie przez golkipera Wojskowych i dobitka Ricardinho. To już piąte trafienie Brazylijczyka w tym sezonie Lotto Ekstraklasy. Z czasem Legioniści powoli zaczynali się budzić. 54. minuta i nareszcie dobra akcja w wykonaniu gospodarzy, jednak Carlitos, mając piłkę na piątym metrze trafia wprost w bramkarza. W 62. minucie problemów Legii ciąg dalszy. Inaki Astiz stwierdza, że nie ma zamiaru brać dalej udziału w tym cyrku. Jeden z zawodników gości wychodząc na pozycję podczas dobrze zapowiadającej się kontry Nafciarzy, został przez niego nieprzepisowo zatrzymany. Druga żółta, a w konsekwencji czerwona kartka i Legia musiała sobie radzić w dziesiątkę. W 67. minucie kolejną świetną okazję do zdobycia gola miał Carlitos. W sytuacji sam na sam z bramkarzem gości minimalnie chybił. Piłka minęła lewy słupek bramki, a Hiszpan mógł zapisać na swoje konto drugą już zmarnowaną „setkę”. Pięć minut później fatalnie w swoim polu karnym zachował się Krzysztof Mączyński, faulując Łukowskiego. Pewnym strzałem jedenastkę na gola zamienił Varela. Przy Łazienkowskiej było już 0-4. W 83. minucie rozmiary porażki precyzyjnym strzałem z rzutu wolnego zmniejszył Carlitos.

Legia wciąż pozostaje cieniem samej siebie, a Wisła Płock przełamuje się w najlepszy możliwy sposób. Pewne zwycięstwo i trzy punkty na stadionie Mistrza Polski to jest coś. Ricardo Sa Pinto ma ogromny ból głowy. Wygląda na to, że śmieci po Jozaku i gościu, którego trenerem nazwać nie można, nadal nie zostały wyniesione. Pozostał natomiast bałagan i ogromny smród. Portugalczyk musi jak najszybciej zapanować nad tym chaosem, bo nie wygląda to najlepiej, a kibice nie zniosą kolejnych upokorzeń.