statystykijag

Jagiellonia znowu lepsza od Śląska

Ostatni mecz w Białymstoku przed wybuchem pandemii, to było spotkanie Jagiellonii ze Śląskiem Wrocław, podobnie jak dzisiaj, zakończone zwycięstwem gospodarzy. Dzisiejsza wygrana zamyka klamrą sezon 2019/2020 na stadionie przy ul. Słonecznej. Śląsk tą porażką definitywnie stracił szansę na grę w Lidze Europy. Mecz ten był okazją do pożegnania przez klub Jakuba Wójcickiego, który po sezonie zasili lubińskie Zagłębie. Bohaterem meczu był jednak ktoś inny, mianowicie Xavier Dziekoński, który pokazał, że warto stawiać na bramkarzy niezależnie od ich młodego wieku. Zresztą w Białymstoku powinni o tym dobrze wiedzieć, zwłaszcza że przed sześcioma laty debiutował inny 16-latek, który dzisiaj broni bramki Fiorentiny. Trzeba dodać, że jego debiut był mniej udany – wpuścił aż 4 gole.

W mecz lepiej weszli piłkarze Śląska. Już w 7. minucie Exposito stanął oko w oko z debiutującym Dziekońskim, ale młody bramkarz Jagiellonii nie dał się pokonać . Niewykorzystana okazja szybko się zemściła. Dośrodkowanie z rzutu rożnego Pospisila na gola zamienił Taras Romanczuk. Był to 3. gol kapitana „Jagi” w tym sezonie i 21. w rozgrywkach Ekstraklasy. Bardzo możliwe, że ostatni, bo głośno spekuluje się o jego odejściu. Czy Śląsk odpowiedział na tego gola? Nie za bardzo, bo warunki nadal dyktowali gospodarze. Blisko podwyższenia prowadzenia był Prikryl, ale piłka po jego strzale ostatecznie minęła bramkę. Śląsk z czasem się przebudził. Exposito zagrał piłkę do Płachety, który wykorzystał swoją szybkość i miał przed sobą wyłącznie Dziekońskiego, jednak 16-latek znowu wyszedł z tego pojedynku zwycięsko. Akcja ta rozsierdziła nawet z reguły spokojnego Vitezslava Lavickę. Dziekoński ostatecznie czystego konta nie zachował. W 41. minucie to Śląsk wykorzystał stały fragment gry. Po dośrodkowaniu Stigleca, Puerto zgrał głową piłkę do Tamasa, który z najbliższej odległości wpakował piłkę do bramki. Dla niego to debiutancki gol w rozgrywkach Ekstraklasy. Kto był bardziej zadowolony do przerwy? Trudno powiedzieć, bo wprawdzie gospodarze kontrolowali przebieg gry, ale to goście stworzyli groźniejsze okazje.

Druga połowa była bardziej wyrównana, jednak Jagiellonia miała swój krótki moment dominacji, który wykorzystała. W ciągu kilku minut gospodarze stworzyli kilka okazji, których uwieńczeniem była bramka na 2:1. Strzelcem gola Pjulić, który wykorzystał dobitkę po wcześniejszym strzale Camary. To 5. gol chorwackiego napastnika w tym sezonie. Niezły mecz zagrał Imaz, jednak znowu nie strzelił gola (a powinien). Seria ta jest naprawdę niepokojąca, bo Hiszpan na bramkę czeka już przeszło 7 miesięcy! Jeśli spadek formy wiąże się z utraconą perspektywą gry w lidze kazachskiej, to ktoś powinien mu uświadomić, że nikt poważny go nie weźmie, jeśli całą rundę wiosenną po prostu przeczłapie. Zresztą już są tego skutki, bo jak na razie jakiekolwiek zainteresowanie nim wyrażają polskie kluby – Lech Poznań i Wisła Kraków. Zresztą z tymi pierwszymi już w niedzielę będzie miał okazję się zmierzyć. Czy to było marzeniem Hiszpana? Warto też odnotować powrót Bodvarssona do składu gospodarzy – był to jego pierwszy mecz po wznowieniu rozgrywek. Grał nieźle, ale sił starczyło jedynie na 60 minut. Jagiellonia ostatecznie dowiozła jednobramkowe prowadzenie, ale jej pozycja w tabeli nie uległa zmianie. Śląsk także utrzymał 4. miejsce, o które w ostatniej kolejce będzie walczył w bezpośrednim starciu z Lechią Gdańsk.