Puchary-eu

Jagiellonia walczyła, ale Gent pokazał kto tu rządzi

Czarny czwartek dla polskiej piłki. Los Lecha Poznań oraz Legii Warszawa podzieliła także Jagiellonia Białystok. Wprawdzie „żółto-czerwoni” dali nam kilkanaście minut nadziei, jednak Gent nie pozwolił wypuścić z rąk pewnego awansu.

Jagiellonia od początku starała się zagrozić bramce przeciwnika, jednak obrona gospodarzy była niezwykle szczelna. Pierwszą ciekawą akcję Gent przeprowadził w 14. minucie. Sygnał do ataku dał Dompe, wyprzedzając bezradnego Guilherme. Wrzutka Francuza doszła do Andrijasevicia, ten zaś zgrał do Amoniyiego, który nie miał problemu z pokonaniem Kelemena. Bramka kompletnie sparaliżowała działania gości. Jeszcze gorzej mogło być w 17. minucie, kiedy Amoniyi wybiegał sam na sam z Kelemenem, jednak w ostatniej chwili piłkę wygarnął Runje. Kolejne minuty upływały, a gospodarze w pełni kontrolowali przebieg zdarzeń. Wprawdzie białostoczanie próbowali zmienić ten stan rzeczy, cóż jednak z tego skoro ich próby zupełnie nie zagrażały bramkarzowi Gent.

W drugiej połowie „Duma Podlasia” nie dała już tak się zdominować, jak po bramce Amoniyego. Nic jednak nie zapowiadało bramki, zwłaszcza że defensywa Gent stanowiła monolit. W 58. minucie niezrozumiały błąd popełnił jednak Igor Plastun, przez co Martin Pospisil stanął przed znakomitą okazją, której rzecz jasna nie zmarnował. Bramka Czecha przytłoczyła gospodarzy, a nakręciła gości. Białostoczanie nadziewali się jednak na kontry, ale ani Czakwetadze, ani dobijający Amoniyi nie zdołali pokonać Kelemena. Jagiellonia też miała swoje szanse, ale strzały Bezjaka Kalinić zdołał wybronić. W 74. minucie próbował Verstraete, jednak to był dopiero przedsmak tego, co działo się potem. W 79. minucie rezerwowy Jaremczuk nie dał sobie zabrać piłki Burlidze i zdołał uderzyć w poprzeczkę. Kolejną groźną akcję przeprowadzili pozostali rezerwowi – Limbombe zgrał do Davida, co bramki jeszcze nie przyniosło. Roman Jaremczuk dopiął swego w 84. minucie przeprowadzając niemal identyczną akcję jak przed pięcioma minutami. To nie był jednak koniec natarcia gospodarzy. Wyczerpanych Jagiellończyków dobił Jonathan David, który gra niewiele, ale bramek strzela co nie miara. Średnio co 13 minut trafia do siatki rywala w tym sezonie. Końcówka spotkania pokazała, jak dużo dzieli futbol belgijski od polskiego. Kiedy białostoczanie opadali z sił, Belgowie włączali góra trzeci bieg, bo na pewno w tej grze było widać jeszcze większe rezerwy. Gent na trzecim biegu okazuje się być nieosiągalny dla Jagiellonii i to pokazuje iście depresyjny obraz naszej piłki. Białostoczanom wypada podziękować za walkę, której przez 360 minut jej europejskiej przygody na pewno nie brakowało. Fakty są takie, że czwarty zespół ligi belgijskiej rozbija w dwumeczu wicemistrza Polski 4:1, co po pierwsze nikogo nie dziwi, a po drugie idealnie odwzorowuje dystans między tymi zespołami.