976b797ba7f4c

Jagiellonia przełamuje złą passę z Lechią.

Jagiellonia Białystok po bardzo ciekawym spotkaniu pokonała Lechię Gdańsk 4:1 i objęła przynajmniej do jutra fotel lidera. Bramki dla żółto-czerwonych strzelali Piotr Wlazło, Roman Bezjak, Martin Pospisil oraz Karol Świderski. Dla Lechii jedynego gola strzelił Marco Paixao. 

Od początku żółto-czerwoni narzucili swój styl gry i zmierzali do jak najszybszego strzelenia gola. Dwoił się i troił Arviydas Novikovas, a to wrzutkami, a to rajdami. W pierwszych minutach jednak najbliżej strzelenia gola był Roman Bezjak po zagraniu a jakże – Novikovasa. Duma Podlasia dwoiła się i troiła, atakowała zaciekle, ale pierwszego gola strzeliła Lechia. Wrzutka z prawej strony boiska Milosa Krasicia na głowę Marco Paixao i gdańszczanie objęli prowadzenie. Można powiedzieć, że trzecią pewną rzeczą w życiu po śmierci i podatkach, jest strzelanie goli Jagiellonii przez Portugalczyka. Nie skończyła się jeszcze radość lechitów i już piłka zatrzepotała w ich siatce. Mitrović głową do Runje, który trafił najpierw w poprzeczkę, potem w słupek, a piłkę z najbliższej odległości wcisnął Piotr Wlazło. Kibice i gracze żółto-czerwonych musieli jednak poczekać na wybuch radości, bo sędzia Tomasz Musiał postanowił skorzystać z pomocy VAR. Arbiter wskazał na środek boiska i mecz zaczął się od początku. Chwilę potem, ręką w polu karnym żółto-czerwonych zagrał Paweł Stolarski, jednak mimo ponownego zasięgnięcia pomocy VAR, krakowski arbiter nie zdecydował się na podyktowanie rzutu karnego. Duma Podlasia jednak nie zaprzestała swoich zmasowanych ataków, najbardziej starali się Frankowski z Pospisilem. W 42.minucie świeżo upieczony obywatel Rzeczypospolitej Taras Romańczuk zagrał długą piłkę do Romana Bezjaka, który nic sobie nie robił z obecności Gersona i strzelił bramkę na 2-1.  Chwilę później Pospisil zagrał kapitalną piłkę do Frankowskiego, jednak bramki strzelić mu się nie udało.

Po przerwie Jaga nie atakowała już z takim animuszem, jednak wciąż była stroną dominującą. W 52.minucie gospodarze popisali się bardzo ładną kombinacyjną akcją. Kwartet Burliga, Wlazło, Bezjak i Pospisil postanowił wpędzić defensywę lechitów w depresję, jednak Kuciak zdołał sparować piłkę na rzut rożny. Co się odwlecze, to nie uciecze i po wspomnianym kornerze Czech strzelił swoją trzecią bramkę w tym roku. Był to moment, w którym gra się uspokoiła, gospodarze skupiali się raczej na utrzymaniu korzystnego wyniku, a goście okazjonalnie próbowali zagrażać bramce Pawełka. Najbliżej strzelenia kontaktowej bramki gdańszczanie byli w 85. minucie, jednak rezerwowy Kuświk nie skorzystał z niezłego zagrania. W doliczonym czasie gry dzieła zniszczenia dopełnił Karol Świderski, ustalając wynik spotkania na 4-1, który wszedł na boisko za kontuzjowanego Bezjaka. Ten uraz jest właściwie jedyną informacją negatywną dla kibiców żółto-czerwonych. Kibice biało-zielonych powodów radości mieć nie mogą. Parafrazując słowa znanego onegdaj polityka, defensywa Lechii istnieje tylko teoretycznie. Błędy indywidualne poszczególnych zawodników w grze obronnej przerażać mogą nawet największych optymistów. Z mocnej niczym mur chiński defensywy z poprzedniego sezonu nie zostało nic. Lechia w tej kampanii straciła 40 goli, o trzy więcej niż w sezonie 2016/17. Dzisiejszy „popis” Gersona daje wystarczający obraz nędzy i rozpaczy. Piłkarze gdańszczan po meczu słusznie przyznali, że czeka ich walka o utrzymanie. W Białymstoku zaś zacierają ręce przed wtorkowym hitem kolejki z Legią Warszawa. Trzeba przyznać, że ten pojedynek zapowiada się pasjonująco.