Puchary eu

Horror, ale z happy endem! Jagiellonia w III rundzie eliminacyjnej Ligi Europy!

Uff, co to był za mecz! Jagiellonia w dramatycznych okolicznościach wywalczyła awans do III rundy Ligi Europy. Wprawdzie nawet przez minutę drużyna z Białegostoku nie straciła wyniku, który premiował zespół do następnej rundy, jednak emocji przy tym było co nie miara.

Początek należał do gości. Wysiłki nie poszły na marne i już w 6.minucie Cillian Sheridan bez problemu pokonał Makaridze. Chwili na wytchnienie jednak nie było. Już dwie minuty później Kelemen musiał sam zatrzymywać pędzącego Gelsona. Po tej akcji gospodarze nadal atakowali, jednak przez dłuższy czas nic z tego nie wynikało. Taki stan rzeczy trwał do 28. minuty, kiedy to Gelson podał świetnie do Galeno, który nie mógł tego nie strzelić. Po wyrównującej bramce białostoczanie ponownie zaatakowali, jednak za chwilę znowu Rio Ave przejęło inicjatywę. Wydawało się, że goście korzystny remis utrzymają do przerwy. Niestety, po niepotrzebnym faulu z rzutu wolnego mógł uderzyć Galeno, a ten z ponad 20 metrów huknął nie do obrony. Wydawało się, że wszystko co dobre dla Jagiellonii, właśnie się skończyło.

„Żółto-czerwoni” zaprzeczyli jednak tym słowom. Zamiast bronić minimalnej przewagi, pragnęli oddalić od siebie zagrożenie eliminacją. W 56. minucie Taras Romanczuk po dośrodkowaniu Machaja dopiął swego. Trzeba dodać, że gospodarze zastotsowali nieudolną pułapkę ofsajdową (winowajcą Reis de Lima), więc kapitan „żółto-czerwonych” miał dużo czasu i miejsca na strzelenie bramki. Radość gości nie trwała długo. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego uderzał Nelson Monte, co jeszcze zdołał obronić Kelemen, jednak przy dobitce Gelsona Słowak był już bezradny. Katastrofa wisiała w powietrzu. Najpierw strzał Gelsona kapitalnie obronił Kelemen, chwilę potem Galeno spektakularnie spudłował. Jagiellonia jakimś cudem wytrwała tą nawałę, a nawet udało się wyprowadzić groźną kontrę. Piłka ostatecznie dotarła do rezerwowego Pospisila, który strzałem „z fałsza” zdołał pokonać Makaridze. Bramka ta przyniosła sporą ulgę, jednak Ireneusz Mamrot nie zamierzał poprzestać. Dał tym sygnał wpuszczeniem ofensywnego Świderskiego w miejsce defensywnego Kwietnia. Strategia ta opłaciła się dosyć szybko. Po dośrodkowaniu Novikovasa z drugiej bramki mógł się cieszyć Romanczuk. Bramka ta rozluźniła trochę białostoczan, czego dowodem okoliczności bramki na 4:4. Po nieudanym dośrodkowaniu z rzutu rożnego nie udało się przytrzymać piłki Pospisilowi, co sprawiło że gospodarze na bramkę Kelemena nacierali z przewagą liczebną. Dzięki temu Damien Furtado już po 4 minutach gry na boisku mógł się cieszyć z bramki. Jego gol miał jednak dla Portugalczyków słodko-gorzki smak, bo to był ostatni w tym meczu, co premiowało awansem drużynę ze stolicy Podlasia. Nie ma wątpliwości, że dla Jagiellonii ten awans jest największym osiągnięciem na europejskiej arenie. Po latach upokorzeń, białostoczanom udało się wreszcie wyeliminować wyżej rozstawionego rywala. Rywala z kraju, który polskim drużynom wyjątkowo nie leżał. Odliczywszy marginalne rozgrywki Pucharu Intertoto, w pojedynkach w formie dwumeczu portugalskie zespoły zawsze eliminowały polskie drużyny. Aż do dzisiaj. Kto by się spodziewał, że to Jagiellonia przełamie tę portugalską klątwę? Czasu na świętowanie jednak nie ma. Już w niedzielę do Białegostoku przyjeżdża Wisła Kraków, a w czwartek – belgijski Gent. Drużyna z Gandawy jest jeszcze bardziej wymagającym rywalem, co sprawia, że Jagiellonię ciężka praca dopiero czeka.

Rio Ave – Jagiellonia Białystok 4-4 (2-1)
0-1 Cillian Sheridan (6′), 1-1 Wenderson Galeno (28′), 2-1 Wenderson Galeno (45+3′), 2-2 Taras Romanczuk (56′), 3-2 Gelson (63′), 3-3 Martin Pospisil (72′), 3-4 Taras Romaczuk (79′), 4-4 Damien Furtado (85′)