statystyki

Gwiazdka przyszła do Płocka wcześniej. Śląsk sprawił prezent Wiśle

W zapowiedzi przedmeczowej pisałem, że efekt nowej miotły w Płocku niekoniecznie musi zadziałać, gdyż Leszek Ojrzyński nie ma zbyt imponujących początków pracy w nowych miejscach. Dzisiejszym rywalem płocczan był jednak beznadziejny na wyjazdach Śląsk, który sprezentował gospodarzom zwycięstwo.

No bo jak to inaczej nazwać? Wisła nie wyglądała na drużynę grającą z nożem na gardle, chcącą wygrać za wszelką cenę. Pierwsze 45 minut? Zero celnych strzałów na bramkę. Z obu stron. No to jeśli Nafciarze nie chcieli tego meczu wygrać, to wrocławianie postanowili im w tym pomóc. 63.minuta, Piotr Celeban podaje do Jakuba Słowika, ten pod presją Grzegorza Kuświka łapie piłkę i sędzia dyktuje rzut wolny pośredni. A zaraz potem… to dopiero działy się jaja.

Śląsk ustawił się do rzutu wolnego pośredniego wykonywanego z kilku metrów przed bramką tak, że… pół bramki zostało odsłonięte. Ba, wrocławianie zastosowali innowacyjny manewr, gdyż ustawili dwie warstwy muru, szkoda jednak, że tylko na te pół bramki. Szwoch podaje krótko do Furmana, a ten nie śmiał odmówić skorzystania z takiego prezentu.

Po kilku minutach Piotr Celeban znów stał się bohaterem płockiej publiczności, gdyż po jego zagraniu ręką w polu karnym arbiter wskazał na „wapno”. Do piłki podchodzi Ricardinho i 2:0.

Coś więcej godnego uwagi? Nie. W ramach tylko podsumowania: liga będzie ciekawsza. Wisła zbliża się do bezpiecznej strefy, Śląsk ponownie włączony do walki o utrzymanie. Będzie się działo.