IMG_3885

Gdzie tu logika? Na pewno nie w Niecieczy.

30 maja 2015 roku. Wówczas Termalica Bruk-Bet Nieciecza mogła się cieszyć z awansu do piłkarskiej Ekstraklasy. O tym fakcie pisały nie tylko gazety sportowe z naszego kraju, ale też z zagranicy. W końcu nie codziennie w najwyższej klasie rozgrywkowej zagra zespół z niespełna tysięcznej miejscowości. Pierwsze mecze tego zespołu w Ekstraklasie interesowały w zasadzie każdego zorientowanego kibica Ekstraklasy z każdego kąta Polski. Sympatia kibiców z całego kraju sprawiała, że utrzymanie tego zespołu niewielu zasmuciło, a wielu rozweseliło. Wydawało się, że ówczesny szkoleniowiec niecieczan Piotr Mandrysz będzie miał okazję powalczyć z tym zespołem o wyższe cele. W tym sęk, że tak się nie stało.

Dlaczego cofam się kilka sezonów w tył? Otóż kłopoty Bruk-Betu Termaliki nie zaczęły się wczoraj, ale dużo wcześniej. Pierwszą kontrowersyjną decyzją państwa Wiktowskich, niewątpliwych dobrodziejów tego klubu i generalnie całej wsi, było zwolnienie Piotra Mandrysza, po tym jak osiągnął swój cel jakim miało być utrzymanie ówczesnego beniaminka w gronie zespołów ekstraklasowych. W jego miejsce przyszedł Czesław Michniewicz, który przez tą całą otoczkę, początkowo nie miał najlepszej prasy. Początkowo, ponieważ początek sezonu Bruk-Bet miał rewelacyjny, zajmował nawet przez pewien czas pozycję lidera. Ostatecznie na koniec roku niecieczanie zajmowali wysoką 4.lokatę, co było dla tego klubu wynikiem ponad stan. Przerwa zimowa nie okazała się jednak sprzymierzeńcem dla Termaliki i zespół osuwał się w dół tabeli, a także co gorsza przestał wygrywać. Wydawało by się, że szkoleniowiec dostanie wsparcie w chwili kryzysu, zwłaszcza że wciąż utrzymywał zespół w górnej ósemce, co było celem przed sezonem. Zwłaszcza za tym przemawiał fakt, że właścicieli uważano wówczas za poukładanych i cierpliwych ludzi w kwestii zarządzania klubem. Nic bardziej mylnego. Michniewicz został zwolniony po 26. kolejce, czyli na 4 przed końcem rundy zasadniczej, zostawiając Bruk-Bet z 4-punktową przewagą nad dziewiątą wówczas Pogonią Szczecin. Zespół objął niedoświadczony w roli pierwszego trenera Marcin Węglewski, który tym o to sposobem, zerwał wieloletnią współpracę z obecnym selekcjonerem kadry U21. Węglewski, mimo słabego początku, po zwycięstwie nad Koroną prowadzoną przez Macieja Bartoszka, mógł się cieszyć z awansu do grupy mistrzowskiej, której ostatecznie nie zwojował. Po sezonie Węglewskiego zastąpił Mariusz Rumak, dotychczasowy szkoleniowiec został jednak w sztabie szkoleniowym, co rodziło coraz to częstsze spekulacje nad powiązaniami z rodziną Witkowskich. Suma sumarum, Rumak Niecieczy nie podbił, został zwolniony po 9 spotkaniach ligowych, wygrywając tylko jedno z nich.

I wtedy nastąpiła istna rewolucja, zatrudniony zostaje Maciej Bartoszek, a Węglewski wraz z dyrektorem ds. sportu Marcinem Baszczyńskim odchodzą. Był to o tyle zaskakujący fakt, że te osoby wydawały się być niezatapialne, uważano ich wręcz za popleczników Witkowskich. Bartoszek wyciągnął zespół ze strefy spadkowej i rundę jesienną zakończył na 14.pozycji. Runda wiosenna znowu zaczęła się dla Bruk-Betu po prostu źle. Dwie porażki po 0-3 sprawiły, że Bartoszek mógł się pakować. W międzyczasie, wybuchły kolejne konflikty. Michał Trela z Przeglądu Sportowego zauważył, że Termalica próbuje się pozbyć Krzysztofa Barana. Zarząd klubu pragnie rozwiązać kontrakt z winy zawodnika, pod pretekstem złego prowadzenia się podczas zimowych przygotowań. Taki sam zarzut postawiono pod adresem Vladislavsa Gutkovskisa, jednak klub jego nie zamierza się pozbywać, bo ma większe szanse na grę niż trzeci bramkarz. Ktoś powie, zestawiając te fakty, że to zwykła „januszeria”. Czy tak jest, oceńcie państwo sami. Przeciwko Baranowi zeznawali trener bramkarzy Waldemar Piątek oraz nieformalny doradca zarządu Edward Lorens. Za golkiperem wstawiło się 23 zawodników i tym sposobem mamy receptę na konflikt. Zastanawiające jest to, że Trela nie wspomniał, co o tym wszystkim sądził Marcin Bartoszek. Może chciał być neutralny, może miał swoje zdanie, ale nie było brane pod uwagę? Na te pytania może w niedalekiej przyszłości sam Bartoszek odpowie. Lorens jest to postać zresztą dosyć tajemnicza. Według doniesień prasowych, już od maja 2016 roku Lorens był w tym klubie widywany. Pełni rolę nieformalnego doradcy zarządu, klub nie odniósł się oficjalnie co do jego roli w klubie, poza tym że jest dyrektorem. Może Witkowscy mają dobre intencje, jednak ostatnie doniesienia dobrej prasy niestety im nie przynoszą. Przykładem takich dobrych intencji jest to słynne oświadczenie klubu, w którym to poza polemiką do artykułu Michała Treli, zapowiedziano w stosunku do niego wystosowanie odpowiednich kroków prawnych. Witkowscy zarzucili dziennikarzowi naruszenie dóbr osobistych. Czy sprawa zakończy się w sądzie, czas pokaże. Ja nie chciałbym podzielić losu pana Treli, więc o roli Krzysztofa Wiktowskiego juniora wspominać nie będę.