Frajerzy do kwadratu. Jak przegrać wygrany dwumecz?

Szok i niedowierzanie. Polski klub znowu nie zagra w Lidze Mistrzów. Tym razem pożegnaliśmy się z tymi rozgrywkami spektakularnie. Spektakularnie, bo będąc drużyną lepszą, dojrzalszą, konkretniejszą. Do 82. minuty absolutnie nic nie zagrażało pewnemu awansowi. Po 5 minutach Piast był już za burtą. Jak to spartaczyliśmy?

Gospodarze świadomi stawki meczu dosyć głęboko się cofnęli. Białorusini jednak nie potrafili stworzyć dogodnej okazji. W 11. minucie pomocną dłoń wyciągnął Czerwiński zagrywając piłkę prosto do Tuominena. Napastnik BATE nie zdołał tego wykorzystać, ale i tak było gorąco. Gospodarze zaczęli powoli budzić się z letargu. Bardzo szybką akcję przeprowadzili Konczkowski z Felixem, co było wstępem do kolejnej klarownej sytuacji. Po rzucie wolnym obrońca BATE wybił piłkę pod nogi Hateleya. Ten zaś podał do Konczkowskiego, który przytrzymał piłkę i oddał do Valencii. Ekwadorczyk zaś popisał się dokładnym dośrodkowaniem na głowę Czerwińskiego, co musiało oznaczać gola. Od tamtej pory „Piastunki” zaczęły grać z większym luzem, którego zdecydowanie wcześniej brakowało. Taktykę obraną na ten mecz obrazuje akcja z 42. minuty, kiedy to po nieudanym rzucie rożnym wykonywanym przez gości z kontrą wybiegł Valencia, który inteligentnie oddał piłkę Hateleyowi. Anglik zaś zagrał długą piłkę do Parzyszka, który znalazł się przez niezłą okazją do zdobycia gola. Wystarczyły trzy podania, aby zagrozić bramce gości. Zresztą po tej akcji podyktowano rzut rożny, gdzie ponownie mógł wykazać się Czerwiński, ale tym razem bramkarz BATE nie dał się zaskoczyć.

Piast świetnie wywiązywał się z zadań taktycznych. Drużyna z Borysowa nie miała nic do powiedzenia. Jakieś tam strzały Staszewicza czy Milicia to było wszystko na co było stać gości do 80. minuty. Wtedy do gry wkroczył Franciszek Plach. W zupełnie niegroźnej sytuacji sfaulował piłkarza BATE, a że to było w polu karnym, oznaczało to rzut karny. Przy strzale Moukama Plach stał jak wryty. Mijało 5 minut i nadal stał jak wryty. Tyle że na tablicy wyników było już 1:2. Po rzucie wolnym z boku boiska piłkę głową z najbliższej odległości wpakował Volkov. Ktoś powie, że najłatwiej winić bramkarza. Tyle że jeśli przypatrzeć się tej akcji, Plach zupełnie nie pomógł kolegom, a mógł. To nie pierwszy raz i ostatni, kiedy to żegnamy się z Ligą Mistrzów tak wcześnie, jednak ten wyczyn prędko nie zostanie zapomniany. Równie dobrze można poślizgnąć się skórką od banana i połamać sobie zęby. Równie dobrze można skompromitować się na pierwszej randce z wymarzoną dziewczyną. Równie dobrze można oblać egzamin, bo zapomniało się wypełnić kartę odpowiedzi. Taką skalę frajerstwa zaprezentował nam Piast. Tylko kibiców szkoda, którzy muszą się czuć jak ta smutna żaba.

XkUktkqTURBXy83NDI4OWE2NDBlMWU5MTFiN2Q3YTljY2FhOWJjNzEyYy5qcGVnkpUDABTNAmzNAV2TBc0Djs0CXw