statystykistmjag

Efekt nowej miotły znowu zadziałał

Pierwsza wygrana Leszka Ojrzyńskiego w roli trenera Stali Mielec. Wygrana zasłużona, bo o ile jeszcze w pierwszej połowie Jagiellonia miała coś do powiedzenia, to po przerwie mecz przebiegał pod dyktando drużyny z Podkarpacia. Stal przynajmniej na chwilę wydostaje się ze strefy spadkowej. Jagiellonia zostaje na 8. miejscu, z którego w tej kolejce może jeszcze zepchnąć Warta Poznań, z którą zagrają w następnej serii gier.

Od początku było co oglądać. Już w 4. minucie padła pierwsza bramka. Jej autorem Marcin Flis, dla którego to premierowe trafienie w Ekstraklasie. Bramka dla mielczan padła w wyniku ogromnego zamieszania w polu karnym. Mimo tego, wcale nie musiało się to skończyć golem, jednak przegrana z kretesem walka w powietrzu ze strzelcem gola przez Pankiewicza, przechyliła szalę goryczy. Białostoczanie nie poddali się – wyrównanie przyszło niemal natychmiastowo. Tu już o przypadku nie było mowy. Przepięknym uderzeniem z dystansu popisał się Przemysław Mystkowski, który strzelił swojego pierwszego gola w tym sezonie. Asystę zaliczył Bartłomiej Wdowik, który przez dwa pierwsze kwadranse siał spustoszenie na lewej flance. Jego dobrych zagrań jednak nie zdołali wykorzystać Pjulić i Prikryl. Blisko bramki był także Imaz, po zagraniu Lopeza. Jednak dopiero strzał Pospisila zmusił Strączka do efektownej interwencji. Stal ten kryzysowy dla siebie czas przetrwała i starała się oodgryźć rywalowi. Atutem ekipy Leszka Ojrzyńskiego w dzisiejszym meczu były, a jakże, stałe fragmenty gry. To z rzutu rożnego padła bramka Flisa, to z rzutu wolnego Domański był bliski pokonania Węglarza. Jednak w pierwszej połowie „patelnię” miał Jakub Wróbel, który miał sytuację sam na sam z bramkarzem. Ostatecznie nie oddał nawet strzału. Delikatnie uprzedzając fakty, dzisiaj nie udało mu się wypisać z „klubu zero”. Oby udało mu się to w najbliższych meczach, bo 33 mecze bez gola w Ekstraklasie po prostu napastnikowi nie przystoi.

Po przerwie bardziej żwawi byli gospodarze, a goście bardziej ospali. Akcji nie było już tak dużo jak w pierwszych dwóch kwadransach, ale i tak się działo. Wysiłek Stali został wynagrodzony w 65. minucie. Znowu błąd Pankiewicza, znowu przegrana główka, znów debiutancki gol. Strzelcem tym razem Grzegorz Tomasiewicz. W przeciwieństwie do pierwszego gola, Jagiellonia nie wzięła się za odrabianie strat. Jej ataki były niechlujne i czytelne dla rywala. Co innego akcje Stali. Michał Mak mógł nawet strzelić raboną, ale strzał ostatecznie piłkę z linii bramkowej wybił Romanczuk. Walka do samego końca została wynagrodzona w doliczonym czasie gry. Akcja została przeprowadzona przez rezerwowych – Getinger wrzucał, Dadok zagrywał, a Zjawiński strzelił. To kolejny zawodnik, który strzelił swojego pierwszego gola w Ekstraklasie. No cóż, strzelcy bramek dla mielczan ten mecz zapamiętają na długo. Następnym rywalem ekipy Leszka Ojrzyńskiego będzie Lech Poznań, z którym także warto grać do ostatniego gwizdka arbitra.