statystyki

Dojrzała Cracovia zaczyna marsz po duże rzeczy

W Gdyni mieliśmy okazję oglądać Cracovię w wersji 3D, bo w Pasach dużo dzisiaj było determinacji, dojrzałości i dyscypliny. Pierwszy mecz wiosny pokazał, że drużyna Michała Probierza odrobiła zimą pracę domową i zdaje sobie sprawę o co może grać w tym sezonie.

Wracając jednak do samego początku tego meczu, to pierwszy kwadrans był okresem, który wcale nie wskazywał, że to będzie taki występ krakowskiego zespołu. Arka zaczęła ten mecz bowiem bardzo ambitnie, była bardzo blisko objęcia prowadzenia, bo raz Ołeksij Dytiatjew musiał nawet wybijać piłkę z linii bramkowej. Kiedy jednak gospodarze już się wyszaleli, to z każdą minutą Cracovia powoli przejmowała kontrolę nad tym, co działo się na boisku. Brakowało w tym wszystkim co prawda klarownych okazji, ale wtedy przyszedł mały łut szczęścia. Stałe fragmenty nie były dzisiaj najmocniejszą stroną gości, ale bramka padła właśnie po jednym z nich. Strzał z rzutu wolnego Sergiu Hanki był niezły, ale gdyby nie rykoszet od Nemanji Mihajlovicia to z pewnością nie wylądowałby w bramce Arki. Rykoszet jednak był, Cracovia objęła prowadzenie, a Rumun mógł ogłosić światu, że wraz ze swoją przesympatyczną żoną spodziewają się kolejnego potomka.

Po przerwie to już z kolei była właśnie pokazem wspomnianej „Cracovii 3D”. Pasy były bardzo zdyscyplinowane w obronie, każdy z trybików doskonale wiedział za co odpowiada i konsekwencja tego była prosta – większość pomysłów Arki na ataki kończyła się w okolicach 25-ego metra od bramki Michala Peskovicia. Sam Słowak także zachowywał czujność, po raz kolejny bardzo pewnie wyglądając w powietrzu chwytając każdą piłkę. Nie jest przypadkiem, że Pasy w połowie meczów w tym sezonie zachowywały czyste konto. Takie efekty daje ciężka praca. Kibice z Kałuży po latach defensywnego dramatu, ustawień Pilarz-5-2, Jarabiców i Żytków mogą wreszcie stwierdzić, że obrona ich drużyny jest monolitem.

Pokazali się także nowi zawodnicy. Dosyć przeciętne przetarcie zaliczył Florian Loshaj, który nie mógł wydostać się z cienia Janusza Gola. Pozytywnie z kolei pokazali się Ivan Fiolić i Thiago Souza, dając pozytywny impuls i utrzymując grę na połowie rywali. Wejście smoka mógł zaliczyć szczególnie Chorwat, bo w pierwszym kontakcie z piłką został powalony przez Lukę Maricia, ale tylko Mariusz Złotek i ekipa sędziów z wozu VAR wiedzą czemu po tym zagraniu Pasy nie otrzymały rzutu karnego.

Cracovia wykonała swoje zadanie w stu procentach, pewnie wygrała w Gdyni i nałożyła presję na czekającą na swój mecz Legię Warszawa. To może być bardzo radosna wiosna przy Kałuży.