repra

Do dzisiaj można było wątpić, że da się wygrać i zagrać tak źle. No ale dla nas nie ma rzeczy niemożliwych

Kojarzycie te memy z Nawałką, Kloppem, Modriciem z podpisem „ja pier*olę, ale fart XD”? Kojarzycie, na pewno. Tak więc… Ja pier*olę, ale fart.

Matkobosko, co to tam się stanęło. Macedonia, która od niedawna jest Macedonią Północną nas cisnęła. Ostro nas cisnęła. Fuksiarska bramka na 1:0 i później dramatyczne bronienie wyniku – jak inaczej rozumieć wpuszczenie Rybusa oraz Góralskiego? Tak, można powiedzieć, że Jerzy Brzęczek chciał zamknąć ten mecz, zneutralizować siłę ofensywną rywala (heheheh), ale naprawdę… tam było zero pomysłu. Zero planu. W pierwszej połowie był moment, gdzie statystyka strzałów wynosiła 7:1. Nie 1:7, nie, nie, to nie była korzystna dla nas statystyka. Było 7:1.

Jedno trzeba przyznać – no wychodzą nam te stałe fragmenty gry. Z Łotwą gol po rożnym, dzisiaj podobnie – na początku drugiej połowy nasz Pistolero, który wszedł minutę wcześniej uderzył piłkę z przewrotki (wcześniej były dwa rykoszety), do niej próbowali jeszcze doskoczyć Lewandowski z Glikiem, jednak żaden z nich jej nie musnął, gol, Piątek, 0:1.

Grosicki? Raz czy dwa pociągnął na skrzydle, ale zmarnował stuprocentową sytuację. Lewandowski? Ciągle przewracany (niekoniecznie faulowany). Zieliński? Panie, a to on grał w ogóle?

Ratował nas Fabiański. Stoperzy? Do przerwy obaj z żółtymi kartkami. Końcówka? Nie wychodziliśmy ze swojej połowy. Trzecie zwycięstwo w trzecim meczu. Trzecie zwycięstwo do zera. Na tym się jednak pozytywy kończą. To było straszne. To zwycięstwo dało nam alibi.