statystykiarkalech

Degrengolada Lecha trwa. „Ruszyła maszyna”, ale chyba nie w tę stronę, co trzeba

Zjazd Lecha w ostatnich tygodniach jest zatrważający. Po imponującym początku (komplet punktów po 4 kolejkach, wyeliminowanie dwóch rywali w eliminacjach do Ligi Europy) Kolejorz drastycznie obniżył loty. 1 punkt w 5 meczach. Miesiąc miodowy Ivana Djurdjevicia dość szybko dobiegł końca.

Bilans ostatnich spotkań Arki z Lechem był tragiczny. Gdynianie z Kolejorzem nie wygrali ligowego meczu od 10 lat, ba, raziła po oczach indolencja w ofensywie – golkiper Lecha wyciągał piłkę z siatki tylko raz w ostatnich 7 meczach.

Dzisiaj Putnocky piłkę z siatki wyciągał tylko raz. Problem dla niego, trenera Djurdjevicia i całego Lecha polegał jednak na tym, że jego vis-a-vis zachował czyste konto.

Arka dobrze rozpoczęła ten mecz, piłka przez większość czasu znajdowała się na „połówce” Lecha. Jednak kiedy poznaniacy już się obudzili, zrobili to z impetem. Goście zmarnowali dwie bardzo dobre (w przypadku Tomczyka można mówić o wybitnej) okazje w przeciągu kilkudziesięciu sekund. Końcówka pierwszej części gry jednak znów należała do Arki – wielu miłośników FIFY zrozumie chyba to, że rzut rożny wykonywany przez gracza potrafi być częściej zagrożeniem straty bramki, niż szansą na jej zdobycie. Tak też było w przypadku Lecha – źle wykonany korner, szybka kontra Arkowców, niepotrzebne wyjście z bramki Putnockiego, którego wyminął Zarandia i uderzył na pustą bramkę. Piłkę z linii bramkowej wybił jednak Kostewycz.

Druga połowa obfitowała w mniejszą ilość emocji, jednak przyniosła nam gola. Grający świetne spotkanie Zarandia znów ograł jak chciał obrońcę Lecha, dośrodkował na dalszy słupek do Janoty, który musiał tylko dołożyć nogę.

Arka dzięki wygranej, która jest dla niej drugą w sezonie, awansowała na 10. miejsce w tabeli. W następnej kolejce gdynianie zagrają w Warszawie z Legią, a Kolejorz podejmie u siebie Miedź Legnica.