statystykicra

Cracovia w pucharach, ale z mocnym sygnałem ostrzegawczym

Drużyna, która przegrała 0-3 cieszy się po meczu bardziej niż zwycięski zespół? Do tego trener przegranych po raz pierwszy od dwóch lat otrzymuje owację od kibiców, właśnie po takim wyniku? To był mecz pełen paradoksów, z którego Cracovia musi wyciągnąć sporo wniosków.

 
Niewytłumaczalnie zestresowana były dzisiaj Pasy. Nie wiem czy to kwestia stawki meczu i ciążącej z tyłu głowy myśli, by nie poślizgnąć się na ostatnim kroku do celu, ale piłkarze Michała Probierza wyglądali dzisiaj przez większość meczu jak pierwszoklasiści, którzy pierwszy raz w życiu mają coś wygłosić w czasie apelu na sali gimnastycznej, przed całą szkołą. Z uwagą przypatrywali się w starszych uczniów w niebiesko-bordowych koszulkach, którzy z takim wystąpieniem nie mają żadnych problemów. Najlepszym z nich był Zvonimir Kożulj.

Bośniak to zresztą jeden z bardziej niedocenianych piłkarzy tego sezonu Ekstraklasy. Praktycznie nawet nie wspominało się o nim w kontekście jakichkolwiek nagród, a to piłkarz o niezwykłej wręcz w realiach naszej ligi powtarzalnej jakości. Dzisiaj dwie asysty i fenomenalna bramka. Z drugiej strony, Kosta Runjaić może się po cichu cieszyć, że o jednym z najlepszych(jeśli nie najlepszym) piłkarzu jego drużyny mówi się mało, bo to może zwiększać szansę na jego utrzymanie przed następnym sezonem. Dla chcącej się rozwijać Pogoni byłoby to nieocenione wzmocnienie.

W tym meczu Cracovia grała tak naprawdę przez jakieś 20 minut. Był to czas po zmianie stron, wtedy naprawdę Pogoń była mocno przyparta do ściany, piłkę z linii wybijał Walukiewicz. Stadion momentami aż cały się trząsł w oczekiwaniu na gola. Co prawda się go doczekał, i to pięknego, ale nie w tę stronę w którą chciał. Fenomenalny gol Kożulja kompletnie wybił z rytmu gospodarzy, którzy zanim zdążyli pozbierać głowy to już musieli wyjmować piłkę z siatki po bramce na 0-3. Sprytne podanie Kożulja, podobne wykończenie Majewskiego. Mały kamyczek do ogródka należy się jednak w tej sytuacji Peskoviciowi, który mógł zachować się lepiej. W tamtym momencie mecz właściwie mógłby się już skończyć, bo trudno było nie odnieść wrażenia, że w ekipie Pasów myślami po części są w Gdańsku zaciskając kciuki, by Lechia nie wypuściła zwycięstwa z Jagiellonią. No i na ich szczęście nie wypuściła.

Przeszło dwa lata i dokładnie 78 meczów na ławce trenerskiej Cracovii czekał Michał Probierz na pierwsze skandowanie swojego nazwiska z trybun, wyłącznie w geście aprobaty za wykonaną pracę. Długo, ale to też pokazuje ile trwał proces budowy drużyny. Symptomatyczne właśnie jest to, że taki wyraz szacunku otrzymał on akurat po przegranym 0-3 meczu. Bo to nie było podziękowanie za ten konkretny mecz, ale za cały czas jego pracy przy Kałuży, przy którym nie tylko drużyna, ale cały klub zrobił wyraźny krok do przodu. Dla niego, jak i dla całej drużyny, ten mecz i cała rywalizacja w grupie mistrzowskiej to swego rodzaju ostrzeżenie przed nadchodzącą przygodą w eliminacjach Ligi Europy. Dalej trzeba zakasywać rękawy do pracy, by zespół stale się rozwijał. Dzisiaj kibice wykrzyczeli jego nazwisko po raz pierwszy, moim zdaniem na pewno nie po raz ostatni.