18ca999dd76ef

Cracovia sama sobie winna

Zagrać najlepszy mecz w sezonie i nie wygrać? Cracovia już kilkukrotnie pokazywała, że lubi robić rzeczy mocno irracjonalne – tak właśnie było dzisiaj. Pasy wreszcie pokazały dłuższe momenty dobrej gry, stwarzały sporo sytuacji. Cóż jednak z tego, skoro na własne życzenie sprezentowały gola Zagłębiu i po tym spotkaniu do tabeli dodają sobie okrąglutkie zero.

 
Cracovia wreszcie wyglądała jak drużyna, która rzeczywiście pracuje ze sobą na codzień na treningach. Było trochę szybkiej gry, aktywnie pokazywali się skrzydłowi. Trzeci mecz w wyjściowym składzie Sebastiana Stróżika okazał się tym pierwszym bardzo udanym. Ciężkie życie miał z nim Sasa Balić. Już po pierwszej połowie 19-latek powinien móc sobie dopisać przynajmniej 2 punkty do klasyfikacji kanadyjskiej, ale najpierw sam nie wykorzystał setki, a potem jego podanie w niewyjaśniony sposób zmarnowała dwójka Hernandez – Piszczek. Wciąż ma w sobie co prawda sporo juniorskich nawyków, ale dzisiaj po raz pierwszy pokazał, że Probierz może mieć z niego sporo pociechy.

 
Zresztą Hiszpan w tym sezonie jest postacią pełną skrajności. Niby jest jedną z lepszych postaci w ofensywie drużyny, ale z drugiej strony mocno irytuje jego brak skuteczności. Kibice Pasów lubią kiedy bawi się on grą, ma swój naturalny, ale dzisiaj w końcówce pierwszej połowie w dwóch sytuacjach miał go aż za dużo. Najpierw zmarnowana setka, gdzie postanowił zakończyć akcję piętką, a następnie ogromny prezent dla Patryka Tuszyńskiego, który skończył się golem Miedziowych. Doliczony czas gry pierwszej połowy, piłka we własnym polu karnym – to nie jest najbardziej odpowiedni czas na pokaz finezji. To są takie sytuacje w których lepiej wybić piłkę na 100 metrów przed siebie niż ryzykować wrzucenie drużyny na minę tuż przed zejściem do szatni. Boleśnie o tym przekonał się Hernandez.

 
Zagłębie dzisiaj zagrało maksymalnie efektywnie. Dostali prezent, więc bez skrupułów z niego skorzystali. W drugiej połowie co prawda już ich gra momentami zawiewała dosyć mocno kunktatorstwem, szczególnie w końcówce, gdzie praktycznie każda wrzutka oznaczała masę zamieszania i kłopotów dla Dominika Hładuna. 22-latek świetnie zareagował na ostatnie słabsze dwa tygodnie, dostał wsparcie od Mariusza Lewandowskiego i odwdzięczył się wybronieniem drużynie meczu. Na koncie zapisać też może zirytowanie kilku tysięcy kibiców Cracovii, którzy nie mogli momentami wytrzymać jego przedłużania gra przy każdej możliwej okazji. W każdym razie, bramkę w jedenastce kolejki raczej większość sportowych redakcji ma już obsadzoną.

 
Ważne zwycięstwo dla Zagłębia, bo dotrzymują kroku czołówce, a już za tydzień mogą wręcz wbić się na sam przód peletonu, bo czeka ich mecz z Lechem u siebie. Pasy mimo wszystko mogą patrzeć do przodu z umiarkowanym optymizmem, bo każdy kolejny mecz wygląda na progres. Problem jednak w tym, że od stopniowego progresu na razie nie przybywa punktów, a niczego innego nie potrzeba tej drużynie teraz bardziej od zwycięstwa. Kolejna okazja do spróbowania będzie w Gliwicach.