statystykislask

Chcąc być ślepym. Śląsk – Górnik

Cóż to był za dzień w naszej lidze. A jakie było jego zakończenie. Zaangażowanie, walka, grad bramek. Tego oczekiwaliśmy. Żenada, niechęć, prostota. To dostaliśmy.

Co można było robić, by mecz Śląska z Górnikiem był ciekawszy? A no na przykład oglądać 7589 odcinek mody na sukces. W tym samym czasie można by ugotować minimum 30 jajek osobno, czy napisać rozprawkę o „Nad Niemnem”. Właściwie można było uciec się do wszystkiego co na jest dostępne, a i tak lecące w tle spotkanie byłoby ekstremalnie nudne. Pierwszy raz zdarzyło się, że kilku znajomych zasnęło przed ekranem. No, ale co się dziwić.

Nie zaczęło się to jednak najgorzej. Były jakieś zrywy, przemyślane akcje, nawet strzały. Im jednak na zegarze widniała większa liczba, tym spadał poziom tego widowiska. O ile można to w jakikolwiek sposób określać widowiskiem. Pod koniec na boisku pojawił się Pawłowski, który miał być zawodnikiem dodającym jakości. Jednak jego występ sprawiał wrażenie jeszcze gorszego niż całość. Całości dopełniały strzały do statystyk, które leciały wprost w ręce bramkarzy.

Nie, nie, nie. Nie chcemy oglądać takich spotkań, bo 5 letnie dzieci z piłką lekarską zagrają ciekawiej. Miejmy nadzieję, że taki dzień już się nie powtórzy, a taki „HIT” zostanie po prostu zakazany, bo to morderstwo dla naszych oczu.