Historia – Tylko Ekstraklasa http://www.tylkoekstraklasa.pl Twój portal o Ekstraklasie Tue, 23 Jun 2026 17:40:22 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=5.1.22 Kolejny rywal na świeczniku, pora na Mołdawię http://www.tylkoekstraklasa.pl/kolejny-rywal-na-swieczniku-pora-na-moldawie/ http://www.tylkoekstraklasa.pl/kolejny-rywal-na-swieczniku-pora-na-moldawie/#respond Mon, 19 Jun 2023 16:05:01 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=83467 Po potyczkach z reprezentacją Czech i Albanii w trzeciej kolejce eliminacji zmierzymy się z Mołdawią. Na papierze jesteśmy znacznie lepsi, ale nasi sąsiedzi pokazali (i my kiedyś również), że można zgubić w Kiszyniowie punkty. Zapraszamy na krótki opis naszego wtorkowego przeciwnika.

Mołdawia, pozycja w rankingu: 171  ,najwyższa pozycja: 37

Największy sukces: 4 miejsce w grupie eliminacyjnej Euro 96′, pokonanie Austrii

Wartość kadry wg Transfermarktu: 15,3 mln euro

Stadion Narodowy: Stadion Zimbru (10 400 miejsc)

Trener: Serghei Clescenco

Preferowane ustawienie: 3-5-2

Najbardziej wartościowy zawodnicy:

Oleg Reabciuk (Lewy obrońca) – 4 mln euro, Vadim Rata (pomocnik) i Ion Nicolaescu (napastnik) – 1 mln euro

Bilans meczów z Polską: 0 zwycięstw – 1 remis – 5 porażek (w eliminacjach 3 porażki i remis) ostatni mecz: 20.01.2014 – Abu Zabi – mecz towarzyski : Mołdawia – Polska 0:1 (9′ Paweł Brożek)

 

 

 

 

]]>
http://www.tylkoekstraklasa.pl/kolejny-rywal-na-swieczniku-pora-na-moldawie/feed/ 0
Kulesza i Michniewicz? To już było http://www.tylkoekstraklasa.pl/kulesza-i-michniewicz-to-juz-bylo/ http://www.tylkoekstraklasa.pl/kulesza-i-michniewicz-to-juz-bylo/#respond Sun, 30 Jan 2022 16:20:07 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=78838 Wszystko wskazuje na to, że to Czesław Michniewicz zostanie selekcjonerem reprezentacji Polski. To nie będzie pierwszy raz, kiedy Cezary Kulesza zatrudni tego szkoleniowca. Drogi obu panów zeszły się po raz pierwszy w lipcu 2011 roku w Jagiellonii Białystok. Jak wyglądała ta współpraca? Czy mogła mieć wpływ na ostateczną decyzję Prezesa PZPN?

Okoliczności zatrudnienia Michniewicza w Białymstoku były dosyć zaskakujące. Michał Probierz został zwolniony w trakcie przygotowań do nowego sezonu Ekstraklasy. Powód? Po pierwsze, klęska w dwumeczu ze znacznie niżej notowanym Irtyszem Pawłodar. Po drugie, szkoleniowiec coraz odważniej zaczął odrywać się od rzeczywistości. Narzekanie na brak lotniska, określanie polityki transferowej klubu mianem partyzantki – bez wątpienia na takie deklaracje nigdy nie ma dobrej pory, ale nie ma gorszej, niż po takiej klęsce, jak z Irtyszem. Dlatego ta współpraca musiała po 3 latach wreszcie dobiec końca. Następcą został Czesław Michniewicz, który dopiero co odszedł z Widzewa Łódź, z którym nie doszedł do porozumienia w kwestiach finansowych. Była to niezła kadencja, więc oczekiwania w „Dumie Podlasia” były całkiem spore. Tym bardziej, że Jagiellonia dopiero co zajęła 4. miejsce w lidze i niemal do końca walczyła o wicemistrzostwo kraju. 2010 rok kończyła nawet na pozycji lidera, ale sprzedaż Kamila Grosickiego uniemożliwiła walkę o najwyższe cele.

Miłe złego początki.

Najważniejszym celem miał być oczywiście wynik, który miał nawiązać do sukcesów z minionego sezonu. Niemniej ważne miało być wprowadzanie zdolnej białostockiej młodzieży, która dopiero co zdobyła Mistrzostwo Polski juniorów. To za kadencji Michniewicza swoje szanse dostali tacy zawodnicy, jak Jan Pawłowski, Tomasz Porębski oraz Grzegorz Arłukowicz. Młodych mieli wspierać bardzo doświadczeni gracze z Tomaszem Frankowskim, Andriusem Skerlą czy Hermesem na czele. Drużyna została wzmocniona takimi zawodnikami, jak Dawid Plizga, Grzegorz Bartczak czy też Marko Cetković, zwany w swojej ojczyźnie „Czarnogórskim Messim”. Mimo że Czesław Michniewicz dołączył do klubu w trakcie okresu przygotowawczego (z marszu musiał zagrać mecz sparingowy!), początek sezonu był całkiem udany. Po 6. kolejkach Jagiellonia była na 2. miejscu szczycąc się bilansem 3 zwycięstw, 2 remisów i 1 porażki.

Zastój

Wszystko zaczęło się psuć od wyjazdowej porażki z Lechem Poznań 1:4. Katastrofalne błędy popełniał Krzysztof Baran, który musiał zastąpić kontuzjowanego Jakuba Słowika. Zapoczątkowało to piętrzące się z czasem kłopoty z obsadą bramki. Czesław Michniewicz zaczynał sezon Sandomierskim. Po jego sprzedaży do bramki wskoczył Słowik, a po jego kontuzji Baran. Ten zaś popełniał błąd za błędem, więc rundę kończył Tomasz Ptak. Byli to mocno niedoświadczeni bramkarze, więc płacili „frycowe”. Na domiar złego, przytrafiła się porażka w Pucharze Polski z II-ligowym Ruchem Zdzieszowice. Michniewicz zarządził wówczas trening polegający na…staniu. Przez 90 minut piłkarze mieli przypomnieć sobie swoją postawę z spotkania pucharowego. Na dokładkę „zaserwowano” odtworzenie zawodnikom tego spotkania w całości. Być może dzięki tym nietypowym metodom „Jagę” stać było na krótki zryw, który został brutalnie przerwany w Krakowie. Jagiellonia prowadziła z faworyzowaną Wisłą, jednak w kluczowym momencie spotkania Adam Lyczmański nie odgwizdał faulu na bramkarzu Jagiellonii, uznając przez to ewidentnie nieprawidłowego gola. Porażka 1:3 mocno rozdrażniła białostoczan. Mimo zwycięstwa w następnej kolejce z GKS-em Bełchatów, coś zaczęło się psuć.

Marazm

Jagiellonia po prostu przestała wygrywać. Nikt nie oczekiwał zwycięstw z kandydatami do tytułu na ciężkich terenach. Pokonanie ŁKS-u czy Podbeskidzia jednak wydawało się być obowiązkiem. Z tymi dwoma rywalami „Jaga” Michniewicza ugrała zaledwie punkt. W ostatniej kolejce przed przerwą zimową mało kto dawał białostoczanom szanse. Pomimo tego, Jagiellonii udało się wywieźć trzy punkty. Wydawało się, że Michniewicz tym meczem uratuje swoją posadę. Jak się później okazało, jego los był już przesądzony. Cezary Kulesza miał być już przekonany do Tomasza Hajty, do którego miał się przekonać w niecodziennych okolicznościach. Popularny „Gianni” miał przedstawić swoją wizję klubu podczas…wesela Kamila Grosickiego. Niezależnie od okoliczności, wizja ta musiała być atrakcyjna dla prezesa Jagiellonii, stąd zadecydowano o zastąpieniu Michniewicza właśnie Tomaszem Hajtą. Oficjalne pożegnanie wskazywało na rozstanie w zgodzie. Jednak późniejsze publiczne wypowiedzi temu przeczyły.

Co było kością niezgody?

Już po odejściu z klubu, Michniewicz nie ukrywał swojego żalu: Prezes Kulesza podkreślał, że jest względnie zadowolony z tego, co udało się zrobić, więc na pewno nie z powodu wyników. Chwalił mnie, nawet wyglądało to, jakby zaraz miał przedłużyć ze mną kontrakt. Szkoda że tak wyszło, bo do tej pory Jagiellonia była znana z tego, że wytrzymuje ciśnienie, daje pracować trenerom. Michał Probierz pracował tu trzy lata. Widocznie tym razem nastąpiły nieoczekiwane skoki ciśnień. Jeśli więc nie była to wina wyników, to gdzie jej szukać? Akcjonariusze mieli być niezadowoleni z decyzji trenera, które były niekorzystne wobec piłkarzy przez nich ściąganych. Michniewicz takie „sugestie” odrzucał, co mogło mieć wpływ na rozstanie. Mimo że od rozstania obu panów minęła dekada, pewne kwestie nadal nie zostały wyjaśnione. Szanse Michniewicza na stanowisko selekcjonera reprezentacji miały być nikłe ze względu na kiepskie relacje z Prezesem PZPN. Poniekąd Michniewicz potwierdził te pogłoski swoją deklaracją z początku roku: Myślę, że w obliczu tego, co nas czeka, to musi być wybrany polski trener. Ja mam swojego faworyta i jest nim Adam Nawałka. Do tamtego momentu, 51-latek był jednym z najpoważniejszych kandydatów. Jednak w obliczu powyższych słów, media zaczęły skreślać jego nazwisko. Jak się później okazało, niepotrzebnie. Oby wszelkie waśnie między Kuleszą a Michniewiczem zostały wyjaśnione, bo polskiej piłce teraz najmniej jest potrzebny konflikt dwóch jej najważniejszych postaci.

Fot. Andrzej Zgiet

]]>
http://www.tylkoekstraklasa.pl/kulesza-i-michniewicz-to-juz-bylo/feed/ 0
Powrót do przeszłości. Trzykrotny pierwszy raz http://www.tylkoekstraklasa.pl/powrot-do-przeszlosci-trzykrotny-pierwszy-raz/ http://www.tylkoekstraklasa.pl/powrot-do-przeszlosci-trzykrotny-pierwszy-raz/#respond Fri, 02 Apr 2021 20:15:25 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=76129 Podczas minionej przerwy na kadrę Polska rozegrała trzy spotkania eliminacyjne do Mundialu. Kolejno z Węgrami w Budapeszcie, Andorą w Warszawie i Anglią w Londynie. Jak wyglądały to wiemy. Kiedy jednak zaczęły się te rywalizację?

Nie powinno dziwić, że pierwszy mecz w historii nasza kadra zagrała z Węgrami. Znana wszystkim przyjaźń była widoczna podczas debiutanckiego meczu Paulo Sousy. Baner na trybunach, dedykowane stroje. Dużo się mówiło, że to 18 grudnia 1921 roku zaczęła się nasza przygoda z futbolem narodowym. Mało kto jednak wie, że mogło tak nie być. Debiutanckie spotkanie zostało zaplanowane ponad rok wcześniej. Mieliśmy wtedy podjąć Belgię na Letnich Igrzyskach Olimpijskich w Antwerpii. Jednak plany pokrzyżowała wojna polsko – bolszewicka i naszą kadrę wycofano z udziału w imprezie. Następnego lata, dokładniej 3 lipca, pierwszy gwizdek dla piłkarzy w biało – czerwonych barwach miał zabrzmieć w Krakowie. Niestety i tym razem to się nie udało, gdyż ówcześni rywale (Austriacy) zrezygnowali z występu.

I tak historia napisała kolejny tom naszej wieloletniej przyjaźni z Węgrami, którzy wyrazili chęć zorganizowania spotkania. To właśnie z nimi w Budapeszcie udało się w końcu zagrać. Niestety jedyną bramkę zdobyli gospodarze. Trzeba jednak pamiętać, że wtedy Węgry miały jedną z mocniejszych drużyn. Na dodatek perypetie Polaków podczas podróży wydłużyły jej czas do 36 godzin. Do meczu przystępowali więc niezbyt wypoczęci. Dodatkowa panujące warunki pogodowe wniosły swoje utrudnienia. Tak więc porażkę 1:0 (najlepszy wynik uzyskany przez drużynę przyjezdną w Budapeszcie w roku 1921) uznano za obiecujący, a nasza reprezentacja zaczęła się powoli rozwijać.

Z Andorą już tak daleko sięgać nie musimy, bowiem pierwsze spotkanie rozegraliśmy w 2012 roku. Był to ostatni sprawdzian przed ówczesnym EURO 2012 rozgrywanym w Polsce i na Ukrainie. Mecz ten skończył się pewną wygraną podopiecznych Franciszka Smudy 4:0. Wtedy też wykreował się skład na turniej i przeciwko Grekom wyszła identyczna jedenastka jak z Andorą. Niestety nie dało to oczekiwanych skutków i impreza zakończyła się zdecydowanie gorzej niż wcześniejsze spotkanie towarzyskie.

Jeśli chcemy poszukać debiutu naszej kadry w starciu z Anglią to znów musimy udać się w czasy przed II wojną światową. Należy wziąć jednak poprawkę na jeden aspekt. Wtedy nie zagraliśmy z zawodnikami z tego najbardziej znanego kraju Zjednoczonego Królestwa, a z reprezentacją Wielkiej Brytanii. Odbyło się ono podczas Letnich Igrzysk Olimpijskich w Berlinie. Choć te zapamiętamy z wydarzeń poprzedzających wojnę (Hiter u władzy, zwycięstwo Jessiego Owensa), to warto sobie przypomnieć, że wtedy nasza kadra przegrała z Norwegią w meczu o brąz. Zabrakło więc niewiele do olimpijskiego złota. Wcześniej jednak zmierzyliśmy się z Wielką Brytanią. Napędzeni pewną wygraną z Węgrami (3:0) Polacy wdali się w zacięty bój z Brytyjczykami. Po pierwszej połowie było 2:1 dla naszych rodaków. Ciekawiej wyglądała druga część, gdzie padł wynik 3:3. Tym samym mecz zakończył się naszym zwycięstwem 5:4. Tak więc choć z Anglikami za wielu przyjemnych wspomnień nie mamy, z kadrą całej Brytanii jest już inaczej. Warto też jednak pamiętać, że w początkowych latach naszej federacji nie rozegraliśmy za wielu spotkań z dalszymi rywalami.

Tak więc te współczesne mecze mogą być lepsze lub gorsze w stosunku do tych debiutanckich. Teraz mamy inne czasy, nasza liga jest na zupełnie innym poziomie niż Angielska czy ostatnio nawet Węgierska. Wiele różnić dzieli te wszystkie spotkania. Każde jest jednak historią, która jeszcze się nie zakończyła.

]]>
http://www.tylkoekstraklasa.pl/powrot-do-przeszlosci-trzykrotny-pierwszy-raz/feed/ 0
Zwycięstwem wejść w nowe stulecie http://www.tylkoekstraklasa.pl/zwyciestwem-wejsc-w-nowe-stulecie/ http://www.tylkoekstraklasa.pl/zwyciestwem-wejsc-w-nowe-stulecie/#respond Sat, 30 May 2020 18:48:42 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=73096 Dzisiejszy dzień jest dla Jagiellonii wyjątkowy. Dokładnie 100 lat temu, 30 maja 1920 roku drużyna WKS-u 42. Pułku Piechoty rozegrała swój pierwszy mecz, pokonując Kresowców Białystok 5:1. Tą pierwszą drużynę dzisiaj znamy jako Jagiellonię Białystok. Z okazji 100. rocznicy założenia klubu przyjrzyjmy się jej początkom.

Jeśli dzisiejsze czasy są ciężkie, to co powiedzieć o sytuacji sprzed 100 lat? Wówczas szalała pandemia grypy hiszpanki, a w dodatku trwała wojna polsko-bolszewicka, w której walczył także 42. Pułk Piechoty. Żołnierze batalionu zapasowego tego pułku, którzy stacjonowali w Białymstoku w takiej, a nie innej rzeczywistości powołali do życia Klub Sportowy Batalionu Zapasowego 42 Pułku Piechoty. Drużyna mogła równie szybko zniknąć, jak się pojawić. Już po 2 miesiącach od założenia klubu Białystok zajęli bolszewicy. Na szczęście, Wojsko Polskie (w tym 42. P.P.) wyzwoliło miasto, a nowo-powstały klub mógł zacząć pisać historię białostockiej piłki.

Fot. Skarbiec Jagiellonii

Fot. Skarbiec Jagiellonii

Skąd więc nazwa Jagiellonia? 27 stycznia 1932 roku doszło do fuzji W.K.S. 42. Pułku Piechoty z lekkoatletycznym klubem Związku Młodzieży Wiejskiej, czego skutkiem było przyjęcie przez oba kluby nazwy BKS Jagiellonia i wprowadzenie nowego herbu. Przez niektórych (np. portal 90minut.pl) ten dzień jest podawany błędnie jako data założenia klubu. O zachowaniu ciągłości między W.K.S. 42. P.P a Jagiellonią niech poświadczy fakt, że zmiany z 1932 roku nie spowodowały, że zespół musiał zaczynać od najniższej klasy rozgrywkowej, zresztą potwierdzają to również ówczesne relacje prasowe. Genezą nazwy jest po prostu historia Podlasia, w którym przez wieki przecinały się szlaki kulturowe Rzeczpospolitej Obojga Narodów, której by nie było, gdyby nie dynastia Jagiellonów. Co ciekawe, w okresie międzywojennym, zespół grał w zupełnie innych barwach niż tych znanych nam współcześnie, czego dowodem są powstałe przed kilkoma laty repliki strojów z tamtych czasów.

Fot. Skarbiec Jagiellonii

Fot. Skarbiec Jagiellonii

W czarno-czerwonej koszulce jeszcze jako W.K.S 42. P.P. obecna Jagiellonia występowała w 1930 roku, który był najlepszym rokiem w przedwojennej historii klubu. W czarnych koszulach z białymi kołnierzykami Jagiellonia występowała w 1932 roku, czyli tuż po wprowadzeniu znanej nam doskonale nazwy. W białych koszulkach z czarną gwiazdą piłkarze W.K.S 42. P.P występowali w 1921 roku, kiedy to ich zmagania oglądał sam Józef Piłsudski.

Tradycyjne żółto-czerwone barwy wywodzą się z kolorystyki herbu miasta. Pomimo różnych perturbacji, klub przetrwał liczne przeciwności losu, dzięki czemu dzisiaj możemy świętować jej 100. urodziny. W jaki sposób klub je obchodził? Piłkarze i trenerzy związani z „Jagą” przesyłają życzenia z okazji urodzin klubu. Działacze wraz z przedstawicielami miasta i województwa złożyli wieńce pod dawną siedzibą 42. Pułku Piechoty. Kwiaty złożone były także pod pomnikiem 42. Pułku. W samo południe klub zaprezentował okolicznościowy znaczek wydany przez Pocztę Polską. Kibice Jagiellonii dołączyli się do obchodów w sposób aktywny, wytaczając „Jagielloński Szlak Rowerowy”, który przebiega przez siedzibę klubu, stadion, bazę treningową, a także wyżej już wspomniany pomnik 42 Pułku Piechoty. Uroczystości rocznicowe zwieńczyła emisja hymnu klubowego z miejskiego ratusza.

Piłkarze, których zadaniem tym razem nie będzie jedynie zwycięstwo, ale także godne wejście w nowe stulecie, nie będą mieli łatwego zadania. Przeciwnikiem będzie czwarta w tabeli Cracovia, która przed przerwą wprawdzie przegrała cztery mecze z rzędu, ale wciąż wydaje się być faworytem tego spotkania. Przerwa w Jagiellonii przebiegła dosyć spokojnie, porozumienie odnośnie obniżki zarobków zostało osiągnięte, a wprowadzone środki gratyfikacyjne mają zachęcić do bardziej wzmożonego wysiłku. W Cracovii też prawie się udało. Prawie jednak stanowi wielką różnicę. Janusz Gol nie zgodził się na obniżkę zarobków, co przypłacił utratą opaski kapitańskiej na rzecz Rafaela Lopesa. Zważywszy na to, że temat był rozbierany na czynniki pierwsze, pozostaje jedynie czekać jak historia oceni postępowanie obu stron. Tak jak rodzina Jagiellonii ma powody do radości, tak rodzina Cracovii ma powody do smutku. Opuścił ją Jerzy Plich – publicysta, scenarzysta i pisarz. Podobnie jak wielu z nas, tęsknił za Ekstraklasą, czego dowodem jest fragment wywiadu dla Newsweeka

– Coś się w czasie epidemii zmieniło?

– Zmieniło się to, że nie mam meczów polskiej ekstraklasy w telewizji. Muszę powiedzieć, że to odczuwam. Brakuje mi cotygodniowego rytuału oglądania naszej ligi. 

Niestety, nie zdążył do tego rytuału wrócić.

]]>
http://www.tylkoekstraklasa.pl/zwyciestwem-wejsc-w-nowe-stulecie/feed/ 0
Piłkarz, który wybrał wolność http://www.tylkoekstraklasa.pl/pilkarz-ktory-wybral-wolnosc/ http://www.tylkoekstraklasa.pl/pilkarz-ktory-wybral-wolnosc/#respond Fri, 17 Apr 2020 09:32:59 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=72979 Wyobraźcie sobie, że jesteście piłkarzem, na cześć którego poeta postanowił napisać wiersz. Brzmi całkiem fajnie, prawda? Takim zawodnikiem był Cezary Tobollik, napastnik, który grał w Cracovii tylko przez rok, ale to wystarczyło, by na stałe zapisał się w jej historii.

Spadek, a jednak awans

Tobollik to wychowanek Stali Mielec, w barwach której jako niespełna 19-latek zadebiutował w I lidze. Ciężko było mu się jednak przebić do pierwszego składu, a więcej szans na grę mógł znaleźć nie opuszczając Podkarpacia. Przeniósł się do Rzeszowa, gdzie tamtejsza Stal występowała poziom niżej. Tam też pierwszy raz spotkał się z Cracovią, która była w tej samej grupie II ligi. Oba zespoły walczyły jednak o zupełnie różne cele. Pasy wygrały ligę i wróciły do elity, a Stal ostatecznie spadła do III ligi. Tobollik swoją grą pokazał się na tyle dobrze, że do kolejnych rozgrywek przygotowywał się już przy Kałuży.

Według dziennikarzy krakowskiego „Tempa”, opisujących mecze Cracovii w sezonie 1982/1983, Tobollik od początku wyróżniał się swoim sposobem gry, kontrolą piłki czy umiejętnością wyjścia na pozycję i znalezienia się w polu karnym. Brakowało mu tylko skuteczności. Pierwszego gola zdobył w listopadzie, dobijając strzał Tadeusza Błachny w zremisowanym przez Pasy 2-2 meczu z Widzewem.

gol Tobollika z Widzewem(od ok. 3 minuty)

Magiczny korner

W styczniu Tobollik z kolegami udali się na zgrupowanie na… Kubę. Kierunek zrozumiały o tyle, o ile przypomnimy sobie o ówczesnych partnerskich relacjach między krajem Fidela Castro, a Związkiem Radzieckim i krajami pod jego jurysdykcją. Pasy w trakcie tego wyjątkowego wyjazdu zagrały też sparing z reprezentacją Kuby, bezbramkowo go remisując.  Nie wiem czy to kwestia kubańskich specjalności, ale na wiosnę Tobollik odpalił prawdziwe fajerwerki. Najpierw jego gol dał ważny punkt w wyjazdowym meczu z ŁKS-em, a już kolejkę później miało miejsce wydarzenie, które zapewniło mu nieśmiertelność wśród pasiastej społeczności. Walcząca o utrzymanie Cracovia grała u siebie z wciąż myślącą o tytule Wisłą. Goście już w pierwszej minucie objęli prowadzenie i wydawało się, że w ten sposób ustawili sobie mecz. Pasy jednak szybko się otrząsnęły i już po kwadransie nie tylko wyrównały, ale przejęły kontrolę na boisku. Cracovia grała, zdaniem dziennikarzy opisujących tamto spotkanie, najlepszą partię w sezonie, zaskakując Wisłę sprawnym przechodzeniem do ataku, co jednak długo nie znajdowało odzwierciedlenia w wyniku. Aż do 67. minuty. Wtedy do rzutu rożnego podszedł Tobollik, który w drugiej połowie miał dwie dobre okazje, ale w obu przypadkach przegrywał pojedynek z Januszem Adamczykiem. Tym razem jednak przechytrzył golkipera gości. Z kornera zagrał piłkę w sposób tak sprytny i niewygodny, że ta kompletnie zaskoczyła bramkarza Wisły, który przy próbie interwencji wpadł z nią do bramki. Do końca wynik już się nie zmienił i Cracovia zgarnęła niezwykle cenny komplet punktów. Po tym golu poeta Jerzy Harasymowicz zdecydował się napisać wiersz zadedykowany właśnie Tobollikowi.

Jakby z tłumu
z lasu biało-czerwonych chorągwi
wybiegł też biało-czerwony
pasy koszulki mieniły się wzruszeniem
nas kibiców

(Wszyscy biegliśmy z nim )

Wykonał rzut rożny
piłka uderzona przez uskrzydlona stopę
sama dostała skrzydeł
wpadła do bramki
dotknięta tylko przez stojące powietrze

I Wawel stał się większy
i Kopiec usypany przez uniesione z radości ręce kibiców

Z hukiem spadła z nieba „Biała Gwiazda”
nad Norbertankami zgasła

Uczynił to skromny chłopiec
Tobollik Cezary

I teraz na mym imieninowym stole
zakwitły wiersze

Układam z listków dębiny
świecący zielony z wiosny
wieniec sławy

Przez niebo
chorągwie Cracovii
jak dawniej
powiewają święte

Do końca sezonu Tobollik zanotował jeszcze kilka trafień, łącznie strzelając 6 bramek(plus jedną w Pucharze Polski), co dało mu tytuł najlepszego strzelca drużyny. Wynik może na pierwszy rzut oka nie powalający na nogi, ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że cała Cracovia strzeliła w tamtym sezonie tylko 20 goli, to perspektywa nieco się zmienia. Swoją drogą, dosyć ciekawą sprawą jest też fakt, że mimo tego, że Pasy do ostatniej kolejki broniły się przed spadkiem, to na przestrzeni całych rozgrywek przegrały tylko jeden mecz więcej od Lecha Poznań, który w 1983 zgarnął mistrzowski tytuł.

tob

Ucieczka

Przed sezonem 1983/1984 władze Cracovii, myśląc o stosunkowo łatwym zarobku, zgłosiły drużynę do Pucharu Lata, czyli ówczesnego Pucharu Intertoto. Nieświadomie jednak podpisali na klub wyrok, z odroczonym terminem wykonania. Ale o tym później. Pasy trafiły do grupy z węgierskim Videotonem, austriackim Sturmem Graz i czeską Rudą Hvezdą Cheb. Na start przyszła domowa porażka z Węgrami, a według terminarza następny w kolejce był wyjazd do Austrii, który w historii Tobollika jest kluczowy. Pasy wygrały 2-0, napastnik w 88. minucie strzelił nawet gola. Nie wynik był tutaj jednak najważniejszy. Pół roku wcześniej rodzice Tobollika wyjechali do RFN, więc mecz w Grazu wydał się idealną okazją do planu, który w jego głowie tworzył się już od jakiegoś czasu. – Mój ojciec był na meczu ze Sturmem, nawet odradzał mi wyjazd, uważając, że w Polsce wiedzie mi się naprawdę dobrze. Ja nie miałem jednak wątpliwości, wiedziałem, że chciałem czmychnąć przy pierwszej okazji – opowiadał Tobollik kilka lat temu na łamach „Gazety Krakowskiej”. No i czmychnął. Aby nie narazić się kolegom i działaczom Pasów, jako oficjalny powód wyjazdu podał zły stan zdrowia swojej matki. Potem rozpoczął się najważniejszy etap wejścia w nowe życie – zalegalizowanie pobytu. Tobollik wraz z ojcem dotarli do Niemiec pociągiem, gdzie momentalnie zgłosili się do patrolujących dworzec policjantów. Najpierw czekała ich noc w drewnianym wagonie na dworcowej bocznicy, następnie z samego rano podróż do Monachium w towarzystwie stróżów prawa, a na koniec wyjaśnienie sprawy w tamtejszym komisariacie. Wiele ułatwiał fakt, że ojciec Tobollika płynnie mówił po niemiecku. Dodatkowo wraz z żoną przebywał w RFN w pełni legalnie, przedstawił więc dokładnie sytuację, co sprawiło, że syn mógł już spokojnie planować swoje życie w nowym kraju.

Bundesliga, stroje dla Cracovii i kłótnia z Netzerem

Na początek spróbował swoich sił trenując z III-ligową Viktorią Aschaffenburg. Prezentował się na tyle dobrze, że włodarze z miejsca chcieli podpisać z nim kontrakt, a temat szybko podłapała lokalna prasa. To pozwoliło dowiedzieć się o Tobolliku Karlowi-Heinzowi Klebingowi, promotorowi bokserskiemu, który za sprawą swoich kontaktów zdołał załatwić napastnikowi testy w Eintrachcie Frankfurt. O ile piłkarsko znów pokazał się z dobrej strony, tak problemem było uzgodnienie kwestii finansowych. W końcu jednak i w tym temacie obu stronom udało się dojść do porozumienia i Tobollik w listopadzie 1983 roku mógł zadebiutować w Bundeslidze, konkretnie w meczu z VfB Stuttgart. Do załatwienia pozostawała również kwestia załatwienia formalności transferowych związanych z kartą zawodniczą Tobollika, która w teorii wciąż należała do Cracovii. W tej sytuacji znać o sobie dała jednak ogromna moc sympatii kibicowskich. Jak się szczęśliwie złożyło, fanem Eintrachtu był polityk partii FDP, Wolfgang Mischnick. – Mischnick opowiadał mi, że zaprosił ważnego polskiego polityka wraz z rodziną na dwa tygodnie do Hiszpanii, dodatkowo opłacił mu spore zakupy w Niemczech. Polska federacja miała z kolei otrzymać 25 tysięcy marek gotówką i 100 tysięcy w sprzęcie sportowym. Z tego co wiem, to Cracovia w ramach tej transakcji dostała koszulki adidasa dla piłkarzy i hokeistów – opisywał tę sytuację po latach Tobollik. W sumie we Frankfurcie zagrał w 42 meczach, strzelając 12 goli. Cracovia natomiast nie poradziła sobie po stracie najlepszego napastnika i w sezonie 83/84 spadła z I ligi, na powrót do elity czekając długich 20 lat.

gol Tobollika z Bayernem Monachium, od ok. 5 minuty i 13 sekundy

Po odejściu z Eintrachtu Tobollik sezon spędził w Viktorii Aschaffenburg. W 1986 roku z kolei był bliski podpisania kontraktu z HSV. Warto dodać, że była to drużyna, która ledwie 3 lata wcześniej zgarnęła dublet w postaci mistrzostwa Niemiec i Pucharu Europy. Sezon 85/86 skończyła co prawda na 7. miejscu, ale wciąż to był mocny zawodnik w ówczesnej niemieckiej piłce. Polaka bardzo chciał u siebie Felix Magath, który po mundialu w Meksyku kończył piłkarską karierę i przejmował rolę dyrektora sportowego w Hamburgu. Tobollik właściwie ustalił z nim warunki kontraktu i był przekonany, że w do klubu leci tylko dopełnić formalności. Do portowego miasta poleciał wraz ze znajomym, a na lotnisku czekała na nich delegacja w osobach dyrektora Güntera Netzera, mistrza świata z 1974 roku, którego na stanowisku zastąpić miał Magath, a także prezydenta klubu, Wolfganga Kleina. Sytuacja zaczęła się zagęszczać, kiedy przyszło do wyboru napojów, mających uprzyjemnić rozmowę. – Klein i Netzer zamówili sobie po koniaku, ja także o niego poprosiłem. To bardzo obruszyło Netzera, który z wielkimi oczami zapytał mnie: „Alkohol?!”, a ja odparłem jedynie „Tak, i to niemało”. Od razu zaczął mówić o obniżeniu kontraktu, jakby na siłę chciał pokazać, że to on jeszcze odpowiada tutaj za transfery. Zdenerwowało mnie to i wychodząc stwierdziłem, że albo podpisujemy to, co ustaliłem z Magathem, albo nie podpisujemy wcale – opowiada Tobollik. Jak można się domyślić, zawodnikiem HSV koniec końców nie został. Wyprowadził się także z Niemiec, a następnym etapem jego kariery była Ligue 1. Ojciec Tobollika trenował w Stali Mielec Henryka Kasperczaka. Były reprezentant Polski od 1984 roku był trenerem Saint-Etienne i kontaktował się z napastnikiem już wcześniej, ale wtedy zainteresowany transferem nie był sam Tobollik. Z kolei kiedy już był, to zainteresowania nie wykazywał klub. Kasperczak przekazał jednak taśmę z wycinkami gry rodaka do Joachima Marxa, a ten z kolei dał cynk przedstawicielom RC Lens, którego wcześniej był zawodnikiem i tym sposobem Tobollik mógł trafić do Francji. W ciągu trzech lat zagrał w Lens 90 razy i zdobył 13 bramek.

Zapomniany

Po zakończeniu przygody we Francji postanowił wrócić do Niemiec, ale tam nie był w stanie porozumieć się z klubami pod względem finansowym, mimo ofert z Werderu Brema czy Borussii Dortmund. Zamiast tego po sezonie występował odpowiednio w Waldhof Mannheim i Kickers Offenbach. Ostatnie lata kariery spędził grając głównie dla Viktorii Aschaffenburg, kończąc karierę w 2000 roku. Przyjął także niemieckie obywatelstwo, a od 2001 roku pracuje w szkółce piłkarskiej Eintrachtu. W Polsce jest postacią mocno zapomnianą. Ostatnio w mediach pojawił się, kiedy te postanowiły go „odkurzyć” we wrześniu 2015, przy okazji meczu Niemcy – Polska we Frankfurcie w ramach eliminacji do Euro 2016. Nie zaistniał także w reprezentacji Polski, chociaż z zapisków prasowych można wywnioskować, że swoją krótką grą w rodzimej lidze takowe zainteresowanie zdążył wywołać. Kto wie, może gdyby został w Polsce to miałby teraz w naszym kraju dużo większą renomę, ale zdecydował się wybrać wolność i szersze w tamtym momencie perspektywy. Szczerze mówiąc, ciężko mi go za to winić.

źródła:
https://gazetakrakowska.pl/bohater-derbow-krakowa-z-1983-roku-opowiada-o-ucieczce-z-polski/ar/995106
wikipasy.pl

]]>
http://www.tylkoekstraklasa.pl/pilkarz-ktory-wybral-wolnosc/feed/ 0
Kazachski dominant na drodze Legii do Ligi Mistrzów – FK Astana http://www.tylkoekstraklasa.pl/kazachski-dominant-na-drodze-legii-do-ligi-mistrzow-fk-astana/ http://www.tylkoekstraklasa.pl/kazachski-dominant-na-drodze-legii-do-ligi-mistrzow-fk-astana/#respond Tue, 25 Jul 2017 13:49:59 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=58247 Po wysokiej (9:0) wygranej w dwumeczu z fińskim IFK Mariehamn, na drodze Legii w eliminacjach tegorocznej Ligi Mistrzów stanie kazachski zespół FK Astana.

 

 

Historia drużyny z Astany jest krótka, ale mimo to obfituje w sukcesy na arenie krajowej. Klub powstał w 2009 roku pod nazwą Łokomotiw Astana na mocy fuzji dwóch innych zespołów – FK Ałmaty i Megasport Ałmaty. Obecnie funkcjonującą nazwę przyjęto w czerwcu 2011 roku.

Głównym sponsorem klubu do 2014 roku był Kazakhstan Temir Zholy – największa spółka kolejowa w Kazachstanie. Fundusze przekazane przez przewoźnika na rzecz FK Astana pozwoliły na zakontraktowanie solidnych zawodników nie tylko z kazachskiej Priemjer Ligasy, lecz także z najwyższych szczebli rozgrywkowych Ukrainy i Rosji.

Pierwszy duży sukces drużyna odniosła już w 2010 roku, kiedy to zwyciężyła w Pucharze Kazachstanu. Ze względu na fakt, iż klub nie istniał jeszcze od trzech lat, nie otrzymał licencji UEFA, która pozwalałaby mu na występ w Lidze Europy. Podobna sytuacja miała miejsce rok później po kolejnym triumfie Astany w krajowym pucharze.

Swoje debiutanckie spotkanie na arenie międzynarodowej najbliższy przeciwnik Legii rozegrał w roku 2013 z bułgarskim zespołem Botev Płowdiw. FK Astana przegrała oba mecze (0:1 i 0:5) i zakończyła swoją przygodę z europejskimi pucharami w pierwszej rundzie kwalifikacji Ligi Europy.

Rok 2014 przyniósł pierwsze mistrzostwo kraju, a co za tym idzie – szansę na występ w Lidze Mistrzów. Debiut Astany w tych rozgrywkach okazał się wyjątkowo udany i po pokonaniu w eliminacjach NK Maribor, HJK Helsinki i APOEL-u Nikozja została ona pierwszą kazachską drużyną w fazie grupowej LM. Fazę grupową zakończyli na czwartym miejscu po dwóch porażkach (2:0 z Benfiką i 4:0 z Atletico Madryt) i czterech remisach (2:2 i 1:1 z Galatasaray, 0:0 z Atletico Madryt i 2:2 z Benfiką).

W ubiegłym roku, po porażce z Celtikiem w eliminacjach Ligi Mistrzów, FK Astana występowała w fazie grupowej Ligi Europy. Po raz kolejny grupowe zmagania zakończyła na ostatnim miejscu, jednak wciąż nie odniosła porażki na własnym boisku.

Swoje mecze domowe FK Astana rozgrywa na stadionie Astana Arena oddanym do użytku w roku 2009. Obiekt może pomieścić 30 000 kibiców, posiada rozsuwany dach i to, co dla polskich drużyn najbardziej problematyczne – sztuczną murawę.

W kadrze zespołu znajdziemy: sześciu reprezentantów Kazachstanu, dwóch reprezentantów Białorusi oraz po jednym reprezentancie Węgier, Bośni i Hercegowiny oraz Konga.

W obecnym sezonie Astana pewnie zmierza po czwarte z rzędu mistrzostwo. Po 21 spotkaniach lideruje w tabeli, wyprzedzając drugi Kajrat Ałmaty o 7 punktów. Do tej pory zespół wygrał 16 meczów, 3 zremisował i przegrał zaledwie 2.

Ze względu na dużą odległość, którą legioniści mają do przebycia, trudne warunki na miejscu i pewną postawę Astany na własnym boisku, jutrzejsze spotkanie nie będzie łatwą przeprawą. Mimo to, eksperci wskazują na Legię jako faworyta.

Mecz rozpocznie się w środę 25 lipca o godzinie 16:00 czasu polskiego. Sędzią głównym będzie Węgier Tamas Bognar.

fot: uefa.com

]]>
http://www.tylkoekstraklasa.pl/kazachski-dominant-na-drodze-legii-do-ligi-mistrzow-fk-astana/feed/ 0
Koniec ery „Papena” w Zagłębiu http://www.tylkoekstraklasa.pl/koniec-ery-papena-w-zaglebiu/ http://www.tylkoekstraklasa.pl/koniec-ery-papena-w-zaglebiu/#respond Tue, 21 Feb 2017 19:04:14 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=52405 Michal Papadopulos- grał w Arsenalu Londyn, Bayerze Leverkusen czy sc Heerenveen ale mimo to w 2012 roku trafił do lubińskiego Zagłębia, które jak co sezon zapowiadało walkę o europejskie puchary i jak co sezon nic z tych zapowiedzi nie wychodziło. Po namowach ówczesnego trenera Miedziowych- Pavla Hapala- dołączył do drużyny z Dolnego Śląska i bardzo szybko stał się jej podstawowym elementem w kolejnych sezonach.

Pierwszy sezon był dla Czecha najlepszy, jeśli chodzi o jego występy w Ekstraklasie. W 26 meczach zdobył 11 goli i jako najlepszy zawodnik Zagłębia Lubin mógł udać się na wakacje. Papadopulos jednak nie mógł być do końca szczęśliwy, ponieważ Miedziowi zakończyli sezon na odległym- jak na budżet jakim wtedy dysponowali- dziewiątym miejscu.

Kolejny sezon to pasmo niepowodzeń dla byłego reprezentanta Czech- zmiana trenera (Pavla Hapala po dwóch kolejkach zastąpił Orest Lenczyk), przegrany finał Pucharu Polski po rzutach karnych z Zawiszą Bydgoszcz oraz spadek i zajęcie ostatniego miejsca przez Zagłębie w tabeli. Na domiar złego „Papen” zdobył tylko jedną bramkę w 24 meczach Ekstraklasy, w których wystąpił.

Bytów, Ząbki czy Siedlce to tylko niektóre miasta, w których w kolejnym sezonie Michal Papadopulos reprezentował Zagłębie. Po spadku do 1. Ligi, Czech na swoją prośbę zaproponował drastyczne obniżenie zarobków, co wzbudziło wielki szacunek wśród fanów Miedziowych. U boku nowego trenera- Piotra Stokowca Zagłębie Lubin bezproblemowo wygrało ligę i po roku przerwy wróciło do Ekstraklasy. Dla Papadopulosa i jego kolegów z drużyny nastał „złoty czas”.

Po awansie do Ekstraklasy celem Zagłębia było utrzymanie, awans do górnej ósemki byłby wtedy uznawany za sukces. Skończyło się na trzecim miejscu, fantastycznej grze w rundzie finałowej i awansie do europejskich pucharów. Michal Papadopulos miał w tym sukcesie ogromny udział. Nie był może jakoś wybitnie bramkostrzelny, ale w wielu akcjach bramkowych był widoczny.

Obecny sezon to zmiana warty jeśli chodzi o napad w drużynie z Lubina. Martin Nespor od pierwszych kolejek zastąpił „Papena” na szpicy układanki Piotra Stokowca. Z czasem na napastnika nr 3 zdetronizował go młody Adam Buksa. W tak zaistniałej sytuacji Michal Papadopulos został zmuszony do znalezienia sobie nowego pracodawcy. Po krótkich poszukiwaniach po Czecha zgłosił się Piast Gliwice i właśnie tam przeniósł się popularny „Papen”.

]]>
http://www.tylkoekstraklasa.pl/koniec-ery-papena-w-zaglebiu/feed/ 0