JAGŁKS

Blady strach w szeregach Jagi! Znowu trzeba zagrać z beniaminkiem!

Mecz Jagiellonii i ŁKSu w teorii wyłania oczywistego faworyta, jakim są rzekomo gospodarze. Jeśli jednak spojrzymy na to, jakie problemy ma Jagiellonia z drużynami, które świeżo awansowały do Ekstraklasy, ŁKS nie stoi na straconej pozycji.

Jagiellonia wróciła z Płocka bez punktów, mimo że nie zagrała złych zawodów. Drużyna Radosława Sobolewskiego wypunktowała Jagiellonię, choćby stałymi fragmentami gry, aż dwa gole zostały strzelone po wrzutkach Dominika Furmana. Nie jest to przypadek, bo białostoczanie już jakiegoś czasu mają w tej materii problemy, co dobitnie pokazał mecz z Cracovią. O ile dwa ostatnie mecze były rozgrywane z drużynami z czołówki, to teraz takie błędy będą sygnałem, że jest problem i to duży. Niezadowolenie wobec Ireneusza Mamrota rośnie, co ma oddźwięk w wypowiedzi trenera „Jagi”:

Musimy zacząć regularnie punktować, bo jak długo można liczyć na to, że ktoś się potknie lub przegra? Nie możemy ciągle tłumaczyć się brakiem szczęścia i skuteczności.

„Rycerze Wiosny” przyjeżdżają do Białegostoku z serią 3 meczów bez porażki, co pozwoliło wygrzebać się ze strefy spadkowej. „Amuletem” drużyny jest Adrian Klimczak, który w 6 meczach, które zagrał w tym sezonie, przegrał tylko raz, siłą rzeczy stając się symbolem pozytywnej przemiany ŁKS-u. W wtorek poniekąd ta teza została obalona, kiedy to ŁKS pokonał Górnika Zabrze bez pomocy „amuletu”. Dla biało-czerwonej części Łodzi są to przyjemne chwile, a zwycięstwo na boisku, bądź co bądź, czołowej drużyny Ekstraklasy, uskrzydliłoby zawodników i kibiców jeszcze bardziej. Tym bardziej, że ostatni raz ŁKS pokonał Jagiellonię w 2008 roku, a na triumf w Białymstoku łodzianie czekają już 14 lat.

Pierwszy gwizdek arbitra Pawła Gila już o 12:30. Transmisja w CANAL+Sport.