statystykijagkor

Bezbarwne żółto-czerwone derby

Trzeci bezbramkowy remis w tej kolejce stał się faktem. Niby przewaga Jagiellonii była wyraźna, ale nie na tyle, aby stwierdzić jednoznacznie, że za wrażenia artystyczne należały się trzy punkty. Trener Korony, Mirosław Smyła chciał poprawić organizację defensywy i z tego zadania się wywiązał. Efektem tego cenny punkt w walce o utrzymanie, z którego „żółcisto-krwiści” na pewno są zadowoleni.

Nie był to porywający spektakl, chociaż dosyć szybko zobaczyliśmy bramkę. Po wrzutce Martina Pospisila debiutujący w „Jadze” Jakov Pjulić wpakował piłkę do siatki z najbliższej odległości. Po wideoweryfikacji ten gol został jednak anulowany. Jagiellonia mogła strzelić bramkę też w 15. minucie, kiedy Kozioł musiał interweniować po strzale…Radina. Na szczęście serbskiego pomocnika kolega z zespołu popisał się refleksem i uchronił go przed wstydliwą bramką samobójczą. Kolejna sytuacja to 32. minuta i plasowany strzał Camary, który obronił Kozioł, ale to nie było najważniejsze w tej akcji. Daniel Stefański musiał szybko odpowiedzieć na trudne pytanie, czy Milan Radin przeszkodził w próbie dobitki Jesusa Imaza. Bydgoski sędzia uznał, że nie. Pjulić miał szansę również tuż przed przerwą, jednak jego mocny strzał z bocznej strefy boiska minął bramkę Korony. W doliczonym czasie pierwszej połowy wreszcie poważną akcję stworzyła Korona. Strzał głową Pacindy po wrzutce Cecaricia zmusił Iliewa do efektownej parady. Koniec końców, bramki (uznanej) do przerwy nie zobaczyliśmy.

Druga połowa była jeszcze słabsza niż pierwsza. Dreszczyk emocji postanowił zafundować kibicom Ivan Marquez, który fatalnym przyjęciem oddał piłkę nabiegającemu Pjuliciowi, ale ten chyba sam był zaskoczony przejęciem piłki i nie zagroził poważnie Koziołowi. Chwilę później groźny strzał z dystansu Pucko, ale podobnie jak w przypadku Pjulicia w pierwszej połowie – minął bramkę. Korona również strzeliła bramkę, ale podobnie jak w przypadku bramki Pjulicia, nie została ona uznana. Powód ten sam – spalony, chociaż dużo bardziej wyraźny. Jagiellonia w końcówce naciskała coraz słabszą, jednak konsekwentną defensywę Korony, jednak bezskutecznie. Aktywny był zwłaszcza Maciej Makuszewski, który chciał w jakikolwiek sposób okrasić swój 200. występ w Ekstraklasie, a także powrót po 7 latach na ul. Słoneczną jako zawodnik gospodarzy. Zwycięstwa nie udało się uzyskać, a mogło się to skończyć porażką. W samej końcówce rezerwowy Cebula efektownie okiwał Arsenicia i wystawił piłkę do nabiegającego na pustą bramkę Puckę. Gdyby Słoweniec dotknął piłkę, Korona wywiozła by po raz drugi z rzędu komplet punktów z Białegostoku. Tak się jednak nie stało, co gościom ujmy nie przynosi, zwłaszcza że w walce o utrzymanie każdy punkt jest ważny. Notorycznie grający na czas w II połowie Kozioł (który zarobił z tego tytułu żółtą kartkę) pokazuje, że Korona przyjechała po remis i go dostała. To Jagiellonia ma prawo czuć niedosyt, bo przeważała całe spotkanie, ale bez większych efektów, przez co nie strzeliła ani jednego gola, a łatwiej niż dzisiaj nie będzie. W ostatnich ośmiu kolejkach rundy zasadniczej, aż siedem z nich „Jaga” zagra z drużynami, które są obecnie nad nią w tabeli. Pierwszy mecz należeć będzie do starcia z kategorii wagi ciężkiej. Wyjazd na Łazienkowską nie jest idealną okazją na przełamanie kiepskiej passy, ale ta liga nie takie rzeczy widziała. Koronę czeka za to mecz „o 6 punktów” z Wisłą Kraków przy ulicy Reymonta. W obu przypadkach, dodatkowa motywacja kibiców wydaje się być zbędna.