statystykiwpłark

Absolutna żenada

Nie da się tego skomentować inaczej. Komentarze pomeczowe wysyłające oba zespoły do 1. ligi są i tak optymistyczne. Piłkarze drugoligowi mogliby się obrazić na takie stwierdzenie, widząc te „widowisko”. W sumie ci z B-klasy też. 

Jak opisać zmagania piłkarzy w pierwszej połowie? Nie ma czego komentować, bo co można uznać za godną akcję? Farfocle Angielskiego i Serrarensa prosto w bramkarza? Zresztą to tylko dowód na to, że obie drużyny nie mają komfortowej sytuacji odnośnie doboru napastników. Delikatnie mówiąc.

Druga połowa? Niewiele lepsza. Porównując emocje w tym spotkaniu do grzybobrania, obraża się miłośników zbierania grzybów. Niby Arka Gdynia była częściej przy piłce, ale nie potrafiła zagrozić bramce rywala, w przeciwieństwie do gospodarzy. Co ciekawe, głównie dzięki…obrońcom Arki. Najpierw Adam Marciniak nieszczęśliwym rykoszetem otarł się o „samobója” (skończyło się na słupku), a następnie Luka Marić w podobny sposób wystraszył debiutującego dzisiaj w Ekstraklasie golkipera gdynian Marcina Staniszewskiego (na strachu się skończyło).

Dla krytykujących doping Wisły Płock jedna wiadomość – bez wątpienia kibice „Nafciarzy” zrobili więcej szumu, niż ich ulubieńcy.