CRAPLO

1000. mecz Cracovii w Ekstraklasie – problemów jeszcze więcej

Teoretycznie takie wydarzenie jak 1000. mecz klubu w danych rozgrywkach powinno być dużym świętem, na które po prostu się wyczekuje. W przypadku Cracovii problem polega na tym, że po spojrzeniu na tabelę i dyspozycję drużyny mało kto ma ochotę na świętowanie.

Zresztą sam klub w jakimś wielkim wydaniu tego wydarzenia nie promował. Było kilka wpisów na twitterze, Vinicius i Matheus rozdali kilka biletów na krakowskim rynku, ale generalnie ciężko mówić tu o atmosferze jakiegoś święta. Mimo wszystko ten mecz ma jednak dla Pasów kolosalne znaczenie, szczególnie przy piątkowym zwycięstwie Pogoni Szczecin – trzeba w jakikolwiek sposób trzymać kontakt z pozostałymi drużynami. W tym pomoże jedynie zwycięstwo.

Jednym z niewielu pozytywów przed tym meczem wydaje się powrót Damiana Dąbrowskiego. Wszyscy w klubie liczą, że jego pech wreszcie się skończy i jeszcze w tej rundzie będzie on mógł przypomnieć dlaczego utrzymywał się w orbicie zainteresowań reprezentacji Polski. Jednak Probierz i przede wszystkim sam Dąbrowski doskonale wie, że ten powrót trzeba rozplanować bardzo spokojnie, może wręcz ślamazarnie. Lepiej to wszystko chwilę przeczekać, niż wrócić o jeden moment za wcześnie.

Cracovia strzela bardzo dużo – średnio niemal 14 strzałów na mecz. Problem jednak w tym, że większość tych prób ląduje wszędzie tylko nie w bramce. Największy problem od początku sezonu ma z tym Javi Hernandez, który na koncie ma jedną bramkę, a powinien mieć ich co najmniej kilka więcej. Hiszpan bardzo dobrze dochodzi do sytuacji, ale w momencie finalizacji akcji zwykle brakuje po prostu celności. Najbardziej dobitnie było to widać w meczu z Legią, gdzie miał na nodze piłkę na zwycięstwo dla drużyny, ale posłał ją mniej więcej na 7 rząd krzesełek na trybunie za bramką. Z Wisłą nie zagra, bo czeka go przymusowa pauza za żółte kartki. Michał Probierz wierzy, że ta przerwa może wyjść mu na dobre, by wrócić z nieco odświeżoną głową. Taki powrót zaliczyć ma Marcin Budziński, który poprzedni tydzień spędził na urlopie. Nie miał tam jednak czasu na obijanie się, bo od sztabu szkoleniowego otrzymał osobistą rozpiskę treningową, którą według Probierza wypełnił bardzo dobrze.

Do tego jubileuszowego dla klubu meczu Michał Probierz podchodzi z nastawieniem, któremu trudno się w jego sytuacji dziwić – „w jakikolwiek sposób zdobyć bramkę i dowieźć trzy punkty”. Sam zresztą mówi, że te niespełna 1,5 roku w Cracovii przyniosło dla niego więcej doświadczeń niż wszystkie poprzednie lata kariery trenerskiej razem wzięte. Minusem jest, że w zdecydowanej większości są to doświadczenia negatywne. Wystarczy tylko podać kilka pierwszych z brzegu przykładów:

  • jesień 2017 roku, gdzie Cracovia w niemal każdym meczu traciła gola po 75. minucie gry
  • wiosna 2018, gdzie w pierwszym występie w wyjściowym składzie po kontuzji Damian Dąbrowski nabawił się kolejnego urazu przez który musiał pauzować pół roku
  • lato 2018, gdzie miało miejsce już apogeum całego pecha. Najpierw kontuzja Adriana Danka, następnie uraz Gerarda Olivy eliminujący Hiszpana na kilka miesięcy, niespodziewany powrót do Hiszpanii Elady`ego Zorrilli, wreszcie konflikt na linii Miroslav Covilo – zarząd klubu

Delikatnie mówiąc nie wygląda to na sytuacje, którą uspokoić może zaparzenie czaju. Wszystko to złożyło się na najgorszy ligowy start Cracovii w XXI wieku. Trenerowi w złagodzeniu całej sytuacji nie pomogła jego wrodzona pewność siebie, ukazana poprzez zapowiedzi walki o Mistrzostwo Polski. Dla kibiców Cracovii nie jest to nowa sytuacja, bo rozczarowanie mimo sporych nadziei przed sezonem przeżywali już co najmniej kilkukrotnie. Obecny stan różni się jednak od poprzednich jednym aspekt. Aspekt ten można spokojnie streścić do jednego słowa – cierpliwość. Konkretnie cierpliwość Janusza Filipiaka. Wcześniej przy pierwszym małym zapalniku był gotowy wysyłać trenera jak najdalej od klubu. Obecnie w klubie nie ma zapalnika, tylko tworzy się konkretny pożar. Mimo wszystko profesor wierzy, że ma u siebie strażaka, który będzie w stanie go ugasić. Najlepiej zaczynając już od meczu z Wisłą. To jest dla kibiców z ulicy Kałuży swego rodzaju powiew świeżości.